Dostępny jest już zapis debaty o przyszłości Trybunału Konstytucyjnego, jaką 4 grudnia 2023 r. zorganizowała redakcja miesięcznika „Państwo i Prawo” (https://www.wolterskluwer.com/pl-pl/news/debata-panstwa-i-prawa-przyszlosc-trybunalu-konstytucyjnego-w-polsce). Wzięli w niej udział przedstawiciele różnych obszarów prawoznawstwa – od prawa konstytucyjnego, przez prawo cywilne i administracyjne, aż po prawo europejskie. Jeśli z tym dokumentem zapozna się laik, to pewnie skwituje to rozpowszechnioną tezą – i znowu tam gdzie trzech prawników, tam pięć różnych opinii. My prawnicy rozumiemy fałszywość tej tezy, zwłaszcza jeśli uwzględnimy jej populistyczny charakter służący politycznej instrumentalizacji prawa i skutkujący próbą zlekceważenia argumentów prawnych na rzecz prymatu polityki nad prawem. Różnice pomiędzy nami w kwestii tak doniosłej i wrażliwej jak przyszłość Trybunału Konstytucyjnego nie wynikają bowiem z naszego różnego rozumienia prawa a tym bardziej ze złej woli interpretacyjnej, są raczej wynikiem innych perspektyw oglądu w zależności od tego, jaką szczegółową dyscypliną się zajmujemy.

Ostatnia wydana przed śmiercią autora książka amerykańskiego filozofa prawa Ronalda Dworkina nosiła intrygujący tytuł „Sprawiedliwość według jeży”. Inspiracją był znany esej Isaiaha Berlina opublikowany po raz pierwszy w 1953 r., w którym autor dokonał własnej interpretacji następującego zdania Archilocha, greckiego poety z VII w. p.n.e.: „Lis wie wiele rzeczy, ale jeż jedną niemałą”. W potocznym rozumieniu tego aforyzmu wskazuje się najczęściej na to, że na wiele podstępnych sztuczek lisa jeż ma wprawdzie tylko jedną, ale za to bardzo skuteczną metodę obrony – zwija się w kłębek. Berlin starał się natomiast nadać mu nieco głębszy sens. Podzielił więc uczonych na dwie grupy – gubiących się w szczegółach lisów i widzących całość jeży. Sam Berlin twierdził później, że ta metafora była dla niego tylko pewną intelektualną grą i nigdy nie zakładał, iż jego interpretacja stanie się w literaturze wręcz metodologicznym paradygmatem. Dworkin przyjmuje zdecydowanie postawę jeża i stąd bierze się nie tylko tytuł pracy, lecz w ogóle metodologiczna charakterystyka całego jego systemu filozoficzno-prawnego, zwanego przecież „integralną filozofią prawa”.

Wspomniana na wstępie debata o przyszłości Trybunału Konstytucyjnego pokazuje, że są pewne problemy, wobec których prawnik powinien przyjmować obie postawy: i tego poświęcającego się szczegółom lisa, i tego patrzącego na całość jeża. Pojawiły się więc w niej więc przede wszystkim różne skomplikowane zagadnienia szczegółowe: od problemu tzw. sędziów dublerów, przez kwestię prawidłowości wyboru prezesa, aż po ocenę skutków prawnych orzeczeń wydanych przez ten politycznie zinstrumentalizowany i prawnie zdewastowany organ.  Lista długa i godna uwagi prawnika-lisa.

Nad nią unoszą się jednak fundamentalne pytania, które musi sobie zadawać prawnik-jeż: Co dalej? Co z tym z tym zrobić? Jak to rozwiązać? I jaki metodami? Jako filozofowi  prawa bliżej mi oczywiście do tej perspektywy, chociaż doceniam także wagę szczegółowych problemów dogmatycznych. To jednak powoduje, że rozumując more philosophico mogę sobie pozwolić na nieco więcej niż wówczas, gdybym się ograniczał do argumentów formułowanych wyłącznie more iuridico, a tym bardziej more politico.

Czas więc na własną konkluzję, ponieważ wspomniana debata nie zawiera w tej perspektywie jakiejś jednoznacznej wskazówki. To zrozumiałe – dyskutanci różnią się w ocenie metod rozwiązania problemu. Wspomniana książka Dworkina rozpoczyna się od następującego zdania: „Ta książka nie jest o tym co myślą inni, jest pomyślana jako samodzielny argument”. Taki też charakter mają moje uwagi, nawet jeśli w jakimś stopniu podążam śladem znanej propozycji prof. Wojciecha Sadurskiego, że obecny Trybunał Konstytucyjny należy „wyzerować” i powołać go na nowo. Ta koncepcja broni się moim zdaniem dodatkowo tym, że tak naprawdę TK pod kierownictwem Julii Przyłębskiej sam się “wyzerował” – swoim składem osobowym, swoją wewnętrzną organizacją, swoją polityczną dyspozycyjnością i wreszcie swoim paradoksalnie antykonstytucyjnym orzecznictwem. Ten wątek pojawił się w dyskusji w redakcji „Państwa i Prawa” – można mówić nie tylko o prawnej delegitymizacji obecnego Trybunału Konstytucyjnego, lecz także o jego delegitymizacji społecznej, ergo: obecny Trybunał Konstytucyjny nie jest tym organem, o którym stanowi Konstytucja w art. 188-197.

Bywają takie chwile, gdy interpretacja Konstytucji wymaga nie tylko rozwagi, lecz także odwagi. Dlatego uważam, że całego tego zabiegu można dokonać uchwałą Sejmu, bez potrzeby zmiany Konstytucji. To oczywiście bardzo odważna teza, ale oparcie dla takiej uchwały widzę w art. art. 4 i 8 Konstytucji. Może się oczywiście w związku z tym pojawić zarzut, że kiedyś zmieni się władza i wykorzysta ten precedens. Odrzucam ten argument. Jeśli kiedyś pojawia się siła polityczna zdolna do takiej dewastacji Konstytucji, jaka miała miejsce w ostatnich latach, to argument z precedensu poprzedników będzie miał drugorzędne znaczenie. Bedą cięli „równo z trawą” – bez względu na to czy obecnie sięgniemy do uchwały Sejmu, czy do incydentalnej zmiany Konstytucji. Zapowiedział to już pewien nadprezes – „sięgniemy po środki specjalne i nadzwyczajne”.

Jestem po lekturze ciekawej książki – P. Ch. Hoffer „Reading Law Forward. The Making of a Democratic Jurisprudence from John Marshall to Stephen G. Breyer”, University Press of Kansas, Lawrence 2023. Rzecz dotyczy wprawdzie jurysprudencji amerykańskiej i kilku tamtejszych wybitnych sędziów, ale w bałaganie prawnym jaki nam zostawił PiS, może się okazać pouczająca także dla nas. W dużym skrócie chodzi o to, czy i jak interpretować prawo nie tyle oglądając się wstecz czy nawet spoglądając tu i teraz, co raczej patrząc w przyszłość. Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego są dobrym przykładem, że postawa „reading law forward” może mieć przyszłość w procesie przywracania ładu konstytucyjnego.

 

 

 

 

 

Posted by redakcja