Ewa Łętowska

Umowa w cieniu własnego mitu

Umowie, a nawet – pars pro toto  prawu prywatnemu i jego instytucjom – uporczywie towarzyszy mit. W społecznym dyskursie umowa jest traktowana jako „coś” co samo przez się zapewnia sytuacji, w jakiej występuje –  w automatyczny sposób – wolność stronom i demokratyczne, „samorządne” (bo dokonane przez same strony) ułożenie stosunków z otoczeniem.  Mit ten utrwalony w świadomości społecznej staje się przesłanką ocen rzeczywistości i wniosków praktycznych.

Umowy, negocjacje – instrumenty pozornie demokratyczne i koncyliacyjne – są świetne i pożądane politycznie, prawnie, społecznie, jeżeli siła i determinacja negocjacyjna obu stron są mniej więcej równe. Móc-wiedzieć jak – chcieć  – muszą tu istnieć we właściwej, niezagłuszonej przez drugą stronę  proporcji. Gdy tak nie jest – umowa służy stronie mocniejszej. Strony nie dysponują bowiem z natury w warunkach współczesnych  equal bargaining power. Ta ostatnia zależy od rynkowego położenia   grupy, do której należą wierzyciel lub dłużnik in spe.  Na owo rynkowe położenie składa się wiele czynników ekonomicznych i strukturalnych (w tym kultura informacyjna, wiedza o stosunkach ekonomicznych i rynkowych, dostępność alternatywnej realizacji celu umowy na konkurencyjnym rynku, z innym kontrahentem). Demokratyzmu i samostanowienia nie zapewnia samo użycie umowy, gdy jej stronom brak  equal bargaining power.  Wtedy bowiem umowa nie tyle służy wolności, lecz temu z jej podmiotów, który jest ekonomicznie, socjalnie, informacyjnie – mocniejszy. Ten mechanizm działa identycznie we wszelkich  negocjacjach w których parytet wiedzy, woli, kompetencji i determinacji jest zachwiany

Uważa się w konsekwencji, że prawo prywatne (umowa), zbudowane na fundamencie z gruntu demokratycznym jakim równość partnerów, zakłada brak poddaństwa, a więc wolność.  Ona zaś jest jednym z atrybutów demokracji i nośników wartości jej właściwych.. Podobnie uważa się, że umowom towarzyszy cecha „samorządności”: samozobowiązywanie się stron, kształtujących wiążący je stosunek zgodnie ze swą wolą. Archetypy te nie są jednak odbiciem rzeczywistości empirycznej: oparte o nie postulaty praktyczne – wynikają z przesłanki fałszywej. Jednakże dążąc do demokratyzacji, wolności, samorządności i wybierając instrumenty prawne mające służyć tej aksjologii, ustawicznie popełnia się ten sam błąd, obierając instrument wprawdzie może konieczny, ale nie wystarczający do osiągnięcia tego zamierzenia. I oczywiście fałszywie interpretuje się przyczyny niepowodzenia.

Wprawdzie bowiem z fałszywych założeń mogą wynikać prawdziwe wnioski, ale bynajmniej nie jest to regułą, gdyż równie dobrze mogą zdarzyć się fałszywe konkluzje.