Dr hab. Ryszard Piotrowski: Prezydent nie jest władcą absolutnym, podlega prawu, a władza sądownicza może oceniać legalność jego działań

Parę dni temu zamieściliśmy tekst prof. Jerzego Zajadło dotyczący zaplanowanego na 12 września br. posiedzenia Sądu Najwyższego. Jego przedmiotem ma być odpowiedź na pytanie prawne postawione przez Sąd Apelacyjny w Warszawie. W skrócie można je streścić tak:

Po pierwsze, czy sąd może badać prawidłowość wyboru prezesa Trybunału Konstytucyjnego, jeśli w trakcie postępowania cywilnego, w którym prezes/Trybunał Konstytucyjny jest stroną, powstaną takie wątpliwości?

Po drugie, jeśli odpowiedź na to pytanie byłaby twierdząca, to jakie powody  mogłyby spowodować, że wybór prezesa Trybunału Konstytucyjnego byłby wadliwy i że tym samym nie mógłby reprezentować tego organu przed sądem?

Tekst kończył się apelem o opinię ze strony konstytucjonalistów – odpowiedział na niego prof. Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego.


Dr hab. Ryszard Piotrowski – konstytucjonalista, adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego
(źródło: http://konstytucja.wpia.uw.edu.pl)

Przezwyciężenie kryzysu konstytucyjnego, z którym mamy do czynienia w Polsce, zależy w znacznej mierze od tego, czy niezawisłe i niezależne sądy przyczynią się do przywrócenia wyznaczonych przez ustawę zasadniczą relacji między prawem i polityką. To właśnie niezależne i odrębne od innych władz sądy i trybunały mają konstytucyjny obowiązek uświadamiania, że Konstytucja nie przestaje być najwyższym prawem, nawet jeżeli przeszkadza politykom.

 

Dotyczy to zwłaszcza naruszenia ustrojowej tożsamości Trybunału Konstytucyjnego, powodującej złożone i trudne do przewidzenia konsekwencje dla pewności prawa, a tym samym dla legalizmu w funkcjonowaniu państwa.

Jeżeli ustalenia, na których opierają się pytania Sądu Apelacyjnego są trafne – a więc jeżeli nie doszło do zgodnego z prawem obsadzenia urzędu Prezesa Trybunału Konstytucyjnego – to rozstrzygnięcie tej kwestii w związku z toczącym się postępowaniem sądowym ma przecież zasadnicze znaczenie ustrojowe.  Brak odpowiedzi Sądu Najwyższego   na pytanie Sądu Apelacyjnego – niezależnie od uzasadnienia tego rodzaju stanowiska – nie zmieni rzeczywistości opisanej w owym pytaniu. Bez tej odpowiedzi będziemy mieli dwa problemy. Pierwszy, przedstawiony jest właśnie w owym pytaniu Sądu Apelacyjnego. Drugi może się pojawić w konsekwencji powstania sytuacji świadczącej o braku zdolności systemu instytucjonalnego demokratycznego państwa prawnego do autokorekty przez system ten przecież przewidzianej.

Sąd Najwyższy jest konstytucyjnie umocowany do weryfikacji różnych procedur wyborczych, a także do stwierdzania ważności referendum. Wykonując związane z tym kompetencje we właściwym składzie ocenia zgodność przeprowadzanych wyborów oraz referendum z prawem. Dotyczy to także ważności referendum zatwierdzającego zmianę Konstytucji.

Konstytucja nie wskazuje podmiotu właściwego do stwierdzania ważności wyboru Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Nie oznacza to ustanowienia swoistego domniemania niemożności weryfikacji ważności owego wyboru. Tego rodzaju domniemanie byłoby nie do pogodzenia z zasadą rzetelności i sprawności działania instytucji publicznych, o której mowa w preambule do Konstytucji, a także z uznaniem w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, że prawda jest normatywną podstawą ustroju państwa. Kompetencji nie można domniemywać, ale w tej sprawie nie mamy do czynienia z tego rodzaju domniemaniem, skoro – jak wynika ze stanowiska Sądu Apelacyjnego – chodzi o ocenę statusu strony w toczącym się postępowaniu cywilnym.

Nietrafne wydaje się wykluczenie możliwości sądowej oceny umocowania Prezesa Trybunału Konstytucyjnego ze względu na to, że wybór Prezesa jest prerogatywą prezydencką. Do prerogatyw Prezydenta należy podpisywanie ustaw i zarządzanie ich ogłoszenia, a jednak ustawy te – a więc w istotnej mierze efekt korzystania przez Prezydenta z przysługującej mu prerogatywy – podlegają kontroli Trybunału Konstytucyjnego, a także sądów, choćby tylko w zakresie, w jakim sądy mogą kierować pytania prawne do Trybunału.

Sąd Najwyższy – w uchwale składu siedmiu sędziów z dnia 31 maja 2017 r.  w sprawie o sygn. I KZP 4/17 – stwierdził swoją wynikającą z Konstytucji  właściwość do dokonywania oceny, czy wykonanie prerogatywy (w konkretnej sytuacji „treść zastosowanego prawa laski” ) mieści się „w granicach prawa i nie narusza innych norm konstytucyjnych (…)”. W uchwale tej wskazano, że Sąd Najwyższy jest zobligowany do dokonania tego rodzaju oceny ze względu na swoją pozycję ustrojową. Stanowisko to ma istotne znaczenie dla oceny przesłanek rozstrzygnięcia zagadnienia prawnego przedstawionego przez Sąd Apelacyjny.

Pogląd, że Prezydent korzystający z prerogatywy jest legibus solutus (nie podlega prawom) niczym absolutny władca, a więc działa poza porządkiem prawnym, trudno obronić w świetle obowiązującej obecnie Konstytucji. Prezydent podlega jej postanowieniom i to w sposób szczególny, jako ten, który czuwa nad przestrzeganiem ustawy zasadniczej. Żadne z postanowień Konstytucji nie pozwala Prezydentowi działać według zasady „Hoc volo, sic iubeo, sit pro ratione voluntas” (Tego chcę, tak rozkazuję, niechaj wola za rację wystarczy). Przeciwnie, naruszenie Konstytucji, także w zakresie prerogatyw, pociąga za sobą odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu, któremu przewodniczy I Prezes Sądu Najwyższego.

Instytucja prerogatywy nie może być rozumiana w taki sposób, który przekształcałby ją w rodzaj parasola ochronnego wykluczającego dokonanie oceny zgodności z prawem działań innych podmiotów aniżeli Prezydent i faktycznie legitymizującego ewentualne naruszenia prawa. Niektóre prerogatywy Prezydenta polegają na jego działaniu uwarunkowanym poprzedzającą aktywnością innych podmiotów, przewidzianą przez obowiązujące ustawy. Dotyczy to np. dokonania przez Prezydenta wyboru spośród kandydatów wyłonionych w sposób określony w ustawach. Byłoby nieuprawnione uznanie, że aktywność tych podmiotów nie podlega kontroli władzy sądowniczej, ponieważ efektem tej aktywności jest wykonanie   prerogatywy, za co Prezydent ponosi odpowiedzialność konstytucyjną. To, że Prezydent ponosi odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu nie oznacza, że władza sądownicza nie może oceniać legalności przedstawienia Prezydentowi kandydatów na urząd Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, jeżeli powstaną przewidziane prawem przesłanki do dokonania tego rodzaju oceny. Przedmiotem tej oceny nie jest samo wykonanie prerogatywy, ale wypełnienie warunków ustawowo określonych umożliwiających realizację prerogatywy. W konkretnym przypadku, o który chodzi w pytaniu Sądu Apelacyjnego, przedmiotem oceny nie byłoby przecież właśnie skorzystanie przez Prezydenta z jego prerogatywy, ale to czy w istocie doszło – zgodnie z wymaganiami ustawy – do wykonania przez Zgromadzenie Ogólne jego kompetencji w zakresie przedstawienia Prezydentowi kandydatów na urząd Prezesa Trybunału Konstytucyjnego, Wybór, którego Prezydent dokonuje, nie powoduje przecież, że z chwilą tego wyboru znikają wady   procedury wybór ten poprzedzającej i przeprowadzanej nie przez Prezydenta, ale przez podmiot sprawujący władzę sądowniczą, powierzoną przecież Sądom i Trybunałom. Weryfikacja prawidłowości działania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego zostałaby dokonana w obrębie władzy sądowniczej. Prawo sądu do tego rodzaju kontroli znajduje oparcie w przepisach wymagających weryfikacji umocowania podmiotów występujących przed sądem. Uprawnienia Prezydenta do kwestionowania prawidłowości wyłonienia przedstawianych mu kandydatów na urząd Prezesa Trybunału Konstytucyjnego można powiązać z nałożonym na niego zadaniem czuwania nad przestrzeganiem Konstytucji, ale ani Konstytucja, ani ustawy nie określają kompetencji Prezydenta do weryfikacji legalności działań poprzedzających zgłoszenie kandydatów. W doktrynie znalazł wyraz pogląd, że Prezydent nie może odmówić powołania ani Prezesa ani Wiceprezesa Trybunału Konstytucyjnego, „jeżeli zostaną mu przedstawieni kandydaci zgodnie z zasadami określonymi w ustawie”; ponadto „podejmując rozstrzygnięcia w ramach prerogatyw Prezydent nie może działać całkowicie dowolnie i związany jest zasadami i wartościami wyrażonymi w Konstytucji” (B. Banaszak: Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Warszawa 2009, s. 864 i 687). Jeśli jednak kandydaci będą przedstawieni wbrew tym zasadom, to odmowa powołania byłaby usprawiedliwiona. Prezydent działa przecież – jako organ władzy publicznej – na podstawie prawa, a niezgodne z ustawą oraz Konstytucją przedstawienie kandydatów nie stanowi podstawy do działania. W każdym razie Prezydent mógłby bronić się –  także przed Trybunałem Stanu –  przed zarzutem naruszenia Konstytucji wskazując na naruszenie ustawy, na podstawie której przedstawiono mu kandydatów oraz na naruszenie Konstytucji. Trybunał  Stanu oceniałby wtedy, czy  kandydatów przedstawiono zgodnie z  prawem, a zatem w istocie oceniałby status Prezesa Trybunału Konstytucyjnego.

 Z przepisów kodeksu postępowania cywilnego wynikają natomiast uprawnienia sądu do działania w tym zakresie, związane z oceną umocowania strony, aktualizowane w konkretnej sytuacji procesowej. Odmowa skorzystania przez sąd z tych uprawnień prowadziłaby do swego rodzaju  paradoksalnego samowykluczenia władzy sądowniczej, która dostrzega i formułuje problem o zasadniczym – potencjalnie niezwykle negatywnym dla obywateli – znaczeniu ustrojowym, ale nie znajduje w obowiązującym prawie przesłanek do merytorycznego rozstrzygnięcia.