Prof. dr hab. Stanisław Biernat, Katedra Prawa Europejskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, wiceprezes TK w latach 2010–2017

Mogłoby się wydawać, że o anulowaniu wyboru pięciu sędziów do Trybunału Konstytucyjnego pod koniec 2015 r. i wyborze przez Sejm innych osób na ich miejsca, powiedziano już wszystko. Warto jednak wrócić do tego zagadnienia, a ściślej do jednego, nader istotnego aspektu: roli prezydenta RP w tym przedsięwzięciu. Można to potraktować jako uzupełnienie analiz dra hab. Ryszarda Balickiego pt. “Prawne grzechy Andrzeja Dudy. O prezydenckiej przysiędze i łamaniu Konstytucji” oraz red. Andrzeja Stankiewicza, “Prezydent zarzuca Onetowi manipulację. Tłumaczymy, dlaczego prezydent nie ma racji”. Jest kilka powodów powrotu do wydarzeń sprzed czterech lat, niemających znaczenia wyłącznie historycznego. Po pierwsze, skończyła się właśnie VIII kadencja Sejmu, na początku której dokonano ataku na Trybunał Konstytucyjny. Po drugie, nasila się kampania wyborcza przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi z udziałem Andrzeja Dudy sprawującego obecnie ten urząd. Po trzecie, skończyła się kolejna procedura wyboru sędziów Trybunału, w trakcie której pojawiły się stare i nowe kontrowersje.

Prezydent wspomina wydarzenia z 2015 r.

W maju br. prezydent udzielił wywiadu telewizyjnego, w którym m.in. wspominał swoje postępowanie w sprawach Trybunału w 2015 r. Wywiad nie został tak szeroko zauważony, mimo że padły tam słowa o wielkiej wadze. W rozmowie prezydent Andrzej Duda albo zdobył się na szczerość, albo przyznał przez roztargnienie, że świadomie łamał Konstytucję. Nie powiedział tego bezpośrednio, ale taka konkluzja jest niewątpliwa.

Dziennikarz Krzysztof Skórzyński (KS): Panie Prezydencie, odmówił Pan zaprzysiężenia trzech legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Czy nie obawia się Pan, że poniesie Pan za to, w jakiejś perspektywie czasowej, odpowiedzialność, która grozi, o czym mówi opozycja?

Prezydent Andrzej Duda (PAD): Ja nigdy nie odmówiłem ślubowania, zwłaszcza kiedy przyjęcie tego ślubowania było jeszcze możliwe, kiedy rzeczywiście były jeszcze te uchwały Sejmu, które zostały zresztą później przez Sejm uchylone (…) i zostały podjęte nowe uchwały. To ja w tym momencie byłem związany tymi uchwałami. Nie zwlekałem, spokojnie oczekiwałem na to, jakie będą decyzje Sejmu w tym zakresie. Zwłaszcza, że zostały one podjęte w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Apelowałem do Sejmu, żeby tego nie robił.

KS: Co do dwóch sędziów, a co do trzech [pozostałych] nie…

PAD: Uważam, że co do wszystkich pięciu sędziów. To było w bardzo kontrowersyjny sposób zrobione. Zostały tam naruszone wszystkie standardy, zwłaszcza jeśli porównamy to z sytuacją z roku, o ile pamiętam, dziewięćdziesiątego siódmego. W związku z powyższym taka była wtedy decyzja. Nie ma zresztą żadnego terminu, który obligowałby prezydenta do tego, że to ma być w określonym czasie zrealizowane.

KS: Ma być niezwłocznie.

PAD: Uważam, że bez nieuzasadnionej zwłoki. A takie oczekiwanie na decyzję polityczną było, w moim przekonaniu, uzasadnione. A później, kiedy Sejm podjął już uchwały, to byłem tym uchwałami związany. I je wykonałem!

Prezydent oczekuje na decyzję polityczną i ją otrzymuje

Poniższe uwagi będą wyłącznie moją analizą przytoczonej wypowiedzi prezydenta i komentarzem do niej. Pozwoli to na uniknięcie zagrożenia dokonywania zniekształceń lub wyrywania z kontekstu.

Centralne stwierdzenie dotyczy tego, że zrealizowanie ustawowej kompetencji do przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego prezydent uzależnił od przekazania mu „decyzji politycznej”. Kiedy mu taką decyzję zakomunikowano, definitywnie zaniechał przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji i przyjął je od osób wybranych na zajęte już miejsca sędziowskie.

Los sprawił, że byłem świadkiem tego, kiedy prezydentowi przekazana została „decyzja polityczna”. Było to 1 grudnia 2015 r., kiedy prezydent zorganizował spotkanie z udziałem marszałka Sejmu, przewodniczących klubów poselskich, ministrów prezydenckich, prezesa Trybunału Andrzeja Rzeplińskiego i moim. Spotkanie odbyło się kilka dni po podjęciu przez Sejm 25 listopada 2015 r. uchwał w sprawie stwierdzenia braku mocy prawnej uchwał Sejmu z 8 października 2015 r. dotyczących wyboru sędziów Trybunału przez Sejm VII kadencji.

Prezydent zapytał obecnych, jakie widzą możliwości rozwiązania problemu Trybunału. Adresatem tego pytania był przede wszystkim Ryszard Terlecki, który odpowiedział, że po prostu zostaną wybrani nowi sędziowie. Prezydent nie podjął dyskusji. Przyjął po prostu do wiadomości zakomunikowaną mu decyzję polityczną i, jak się niebawem okazało, zgodnie z nią postąpił. Ok. 30 godzin później przyjął bowiem ślubowanie od osób wybranych na zajęte miejsca sędziów Trybunału. Prezydent wystąpił zatem w pozycji realizatora dyspozycji politycznych, czego nie ukrywa w przytoczonym wywiadzie. Wykonanie kompetencji przez głowę państwa zostało uzależnione od zewnętrznej dyspozycji, co doprowadziło do złamania Konstytucji i ustawy.

Jak to z wyborem sędziów było?

Aby w pełni ocenić w świetle Konstytucji postępowanie prezydenta należy krótko przypomnieć wydarzenia, jakie poprzedzały przekazanie mu wspomnianej decyzji politycznej, a także wydarzenia późniejsze.

25 czerwca 2015 r. Sejm uchwalił ustawę o TK, która weszła w życie 30 sierpnia 2015 r. W ustawie znajdował się art. 137, który przyznał Sejmowi bieżącej kadencji możliwość dokonania wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego na wszystkie stanowiska sędziowskie zwalniane w 2015 r. w wyniku zakończenia przez pięcioro sędziów ich służby.

W przytoczonym wywiadzie prezydent tak ocenił ten przepis ustawy: „uważam, że to było w bardzo kontrowersyjny sposób zrobione”. Nic jednak praktycznie z tego nie wynikało. Faktem jest bowiem, że prezydent od objęcia urzędu 6 sierpnia 2015 r. przez kilka miesięcy zaniechał podjęcia dopuszczalnych prawnie działań. Przede wszystkim mógł wystąpić z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności z Konstytucją kontrowersyjnego przepisu ustawowego. Jako były doświadczony minister w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego znał doskonale tę możliwość. Należy przypomnieć, wybiegając w przyszłość, że Trybunał orzekł w wyroku w sprawie K 34/15 o częściowej niezgodności z Konstytucją art. 137 ustawy o TK. Miało to miejsce 3 grudnia 2015 r., w wyniku postępowania wszczętego na wniosek grupy posłów, w czasie, kiedy już, za sprawą Prezydenta, została stworzona nowa sytuacja, trudna do odwrócenia.

8 października 2015 r. Sejm wybrał pięciu sędziów do Trybunału. Nie zmieniło to postępowania prezydenta. Nie wykonał wynikającej z ustawy kompetencji do przyjęcia ślubowania od nowo wybranych sędziów ani nie wystąpił z wnioskiem do Trybunału.

W przytoczonym wywiadzie znajduje się kilka niespójnych stwierdzeń dotyczących tego etapu omawianych wydarzeń. Najpierw prezydent powiada zagadkowo: „ja nie zwlekałem, ja spokojnie oczekiwałem na to, jakie będą decyzje Sejmu w tym zakresie”. O jakie decyzje Sejmu mogło chodzić, skoro wymagane przez Konstytucję uchwały o wyborze sędziów zostały już przecież podjęte? Kolejne słowa są również niejasne: „Nigdy nie odmówiłem ślubowania, zwłaszcza kiedy przyjęcie tego ślubowania było jeszcze możliwe, zwłaszcza kiedy rzeczywiście były jeszcze te uchwały Sejmu, które zostały zresztą później przez Sejm uchylone.” Jak jednak ocenić bierność prezydenta, jeśli nie jako odmowę przyjęcia ślubowania, zwłaszcza, że sam stwierdza, iż przyjęcie ślubowania było możliwe? Nie jest powszechnie znany fakt, że prezes Trybunału Konstytucyjnego skierował 28 października 2015 r. pismo do prezydenta z prośbą o wyznaczenie terminu odebrania ślubowania przez nowych sędziów oraz wcześniejszego spotkania przygotowawczego. „Ufam, że Pan Prezydent zechce mnie przyjąć w nieodległym czasie” – napisał Andrzej Rzepliński. Prezydent w ogóle nie zareagował na to pismo, czyli po prostu zlekceważył konstytucyjny organ państwa.

Prezydent dodał jeszcze w przytoczonym wywiadzie: „Nie ma /…/ żadnego terminu, który obligowałby prezydenta do tego, że to ma być w określonym czasie zrealizowane”. Nie sposób się zgodzić z tym stwierdzeniem. Pomijając już nawet stanowisko TK, który orzekł w przywołanym wyroku K 34/15, że odebranie ślubowania od sędziów powinno nastąpić niezwłocznie, jako że prezydent nie mógł wcześniej znać tego stanowiska, to jest oczywiste, że powinien się kierować wyrażonym w preambule Konstytucji wymaganiem zapewnienia rzetelności i sprawności działaniu instytucji państwowych. Tak więc, sędziowie wybrani zgodnie z niezakwestionowanym wówczas przepisem ustawowym powinni mieć możliwość złożenia ślubowania w takim czasie, aby podjąć obowiązki sędziowskie bezpośrednio po 6 listopada 2015 r, czyli po dniu, w którym kończyła się kadencja trojga sędziów, po to, aby zapewnić ciągłość pracy Trybunału. Prezydent miał do swojej dyspozycji wiele tygodni. Czasu tego jednak nie wykorzystał.

Andrzej Duda zwykł przypominać, że odbierając uchwałę PKW o wyborze na prezydenta, wezwał rząd i Sejm, jako prezydent elekt, by powstrzymały się przed decyzjami o charakterze ustrojowym. I to miało mu służyć później jako alibi umycia rąk od podejmowania decyzji na zasadzie: przecież prosiłem. To podejście jest nie do przyjęcia w przypadku głowy państwa. Tak może postąpić ojciec wobec małych dzieci w jakiejś błahej sprawie wychowawczej. Tymczasem prezydent jest strażnikiem konstytucji i ma obowiązek eliminować zauważone nieprawidłowości, tym bardziej jeśli nie posłuchano jego apelu wystosowanego jeszcze przed objęciem urzędu. Rozwiązanie było proste, wystarczyło jak najszybciej zaskarżyć kontrowersyjny przepis ustawowy do Trybunału. Tymczasem prezydent ograniczał się do ocen, że sędziowie zostali „wybrani z wadą” (np. w wywiadzie radiowym 11 listopada 2015 r.), z czego nic nie wynikało.

Oceniając, z dzisiejszej perspektywy okres bierności prezydenta w okresie od 30 sierpnia 2015 r., czyli od wejścia w życie ustawy, a ponadto od 8 października 2015 r., czyli od wyboru sędziów przez Sejm, można stwierdzić, że nie wykonywał on swojej ustawowej kompetencji, oczekując na wskazówki wynikające z „decyzji politycznej”. Jeśli prezydent miał wątpliwości konstytucyjne, których sam nie próbował wyjaśnić na drodze prawnej, mógł poczekać na wyrok Trybunału, zapowiedziany na 3 grudnia 2015 r. Tymczasem politycy partii rządzącej, przy udziale prezydenta, czynili wszystko, żeby – parafrazując wypowiedź prezydenta w innym kontekście – „wyręczyć” Trybunał.

Prezydent wykonuje decyzję polityczną

Decyzja polityczna zakomunikowana prezydentowi zmaterializowała się dzień po opisanym spotkaniu w Pałacu Prezydenckim. Sejm VIII kadencji podjął 2 grudnia 2015 r. nowe uchwały o wyborze pięciorga nowych osób na stanowiska sędziowskie. Interesująca jest reakcja prezydenta. Wypowiada on w przytoczonym wywiadzie znamienne zdanie: „A później, kiedy Sejm podjął już uchwały, to ja byłem tym uchwałami związany. I je wykonałem!”

Jest to stwierdzenie warte zapamiętania. Z jednej strony, w okresie od podjęcia przez Sejm VII kadencji uchwał w dniu 8 października 2015 r. o wyborze sędziów do 2 grudnia 2015 r., tj. przez blisko dwa miesiące, prezydent nie czuł się związany uchwałami Sejmu wydanymi na podstawie niezakwestionowanych przez niego przepisów ustawowych i uchwał tych nie wykonał. Z drugiej strony, poczuł się związany uchwałami Sejmu powziętymi 2 grudnia 2015 r., chociaż uchwały te nie były w stanie wywołać skutków prawnych, o czym orzekł dzień później Trybunał Konstytucyjny.

Prezydent wykonał nowe uchwały Sejmu już kilka godzin po ich podjęciu i przyjął ślubowanie od nowo wybranych osób. Stało się to 3 grudnia 2015 r. o godz. 1.30 w nocy. Taki czas podała Komisja Wenecka w swojej opinii z marca 2016 r., zapewne na podstawie informacji uzyskanych z urzędowych źródeł. Nieoficjalnie mówiono, że przyjęcie ślubowania nastąpiło jeszcze później. Okoliczność, że prezydent został obudzony w nocy, albo że nie pozwolono mu zasnąć, po to, aby dokonał aktu przyjęcia ślubowania zanim zbierze się Trybunał Konstytucyjny była upokarzająca. Upokarzająca dla sprawowanego przezeń urzędu, ale także dla obywateli, jako że dotyczyło to najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej (art. 126 ust. 1 Konstytucji).

Gdyby prezydent wykazał niezależność oraz odporność na decyzje polityczne wskazujące mu sposób wykonywania jego kompetencji, to dowiedziałby się z wydanego kilka godzin później wyroku Trybunału, K 34/15 m.in., że uchwała Sejmu w sprawie wyboru sędziów Trybunału jest definitywna i nie podlega wzruszeniu. Sejm (tej samej lub kolejnych kadencji) nie może odwołać swojego wyboru, unieważnić go, stwierdzić jego bezprzedmiotowości („braku mocy prawnej”) bądź post factum go „konwalidować”. Ponadto, prezydent jest obowiązany przyjąć ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm na podstawie art. 194 ust. 1 Konstytucji. Nie ma w tym zakresie możliwości dokonywania samodzielnej, a przy tym swobodnej – zależnej jedynie od własnego uznania – oceny ani podstaw prawnych dokonanego wyboru, ani prawidłowości procedury, która została w danym wypadku zastosowana przez Sejm. To, że nie ma w przepisie terminu realizacji obowiązku odebrania ślubowania, należy rozumieć w ten sposób, że ten obowiązek musi być zrealizowany bez zwłoki, tak aby umożliwić działanie TK w piętnastoosobowym składzie.

Innymi słowy, prezydent uniknąłby złamania konstytucji.

Uzależnienie od decyzji politycznych i brak niezależności okazało się charakterystyczne dla sposobu wykonywania funkcji prezydenta w dalszym toku jego kadencji. Zapewne frustracja Prezydenta spowodowana instrumentalnym potraktowaniem go już na początku sprawowania urzędu w procedurze uzupełniania składu osobowego Trybunału stała się źródłem jego agresji. Jej przejawem są gwałtowne, obsesyjne, ataki na polskich sędziów, pełne pomówień, powtarzane w kraju, ale niestety także za granicą wypowiadane podniesionym głosem i z groźnymi minami na twarzy.

Dwa postsripta:

Po pierwsze, minister prezydencki Błażej Spychalski powiedział o następstwach wyboru Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego: „Jeżeli ci sędziowie byli wybrani w sposób legalny i poprawny, to prezydent, zgodnie z Konstytucją, ma obowiązek odebrania ślubowania od takich kandydatów”.

Po drugie, Andrzej Duda powiedział: “Ktoś, kto czegokolwiek czy kogokolwiek się boi, nie może być Prezydentem RP”.


Źródło: Onet.pl

Posted by redakcja