W „Gazecie Wyborczej” ukazała się obszerna polemika pp. M. Nowickiego i  M. Szweda  tekstem mojej wypowiedzi („Komisja Wenecka wyznacza nam warunki brzegowe, a nie dyktuje, co robić”,  GW 9.11.) .
Odpowiem koncentrując się tylko na kluczowej kwestii. Oto cytat zaczerpnięty ze wspomnianej polemiki:

„Wydaje się więc, że prof. Łętowska odczytuje opinię Komisji Weneckiej i DGI zbyt wąsko. Prawdą jest, że opinia koncentruje się na unieważnieniu powołań ex tunc, ale stało się tak dlatego, że tego właśnie  dotyczyło pierwsze pytanie ministra Bodnara. [Chodzi o zapytanie dotyczące projektu ministerialnego ustawy sanującej sytuację w wymiarze sprawiedliwości. Ten sam projekt  jest bazą kolejnego projektu w tej samej sprawie przestawionego przez kolejnego ministra sprawiedliwości, Waldemara Żurka- przyp. E.Ł.] Nie można jednak na tej podstawie wyciągać wniosków, że jedynie do tej formy usuwania lub degradowania sędziów odnosi się krytyka Komisji i DGI. Sednem opinii Komisji Weneckiej i DGI nie jest bowiem to, że niedopuszczalne jest unieważnianie powołań ex tunc, lecz że decyzji o takim unieważnieniu nie może podejmować samodzielnie parlament. Takie działanie byłoby bowiem równoznaczne z usunięciem sędziego przez władzę ustawodawczą, a to jest niedopuszczalne w państwie opartym na zasadzie podziału władzy, na co Komisja i DGI wprost zwróciły uwagę w cytowanym wyżej fragmencie.”

Moja odpowiedź:

Tak. Tak właśnie rozumiem opinię Komisji Weneckiej i DGI – wąsko. I z kolei mogłabym – kontynuując metodę polemiczną mych Oponentów – zarzucić im nazbyt rozciągliwe odczytywanie projektu ministerialnego. Choćby w wywodzie, czy projekt ujmuje wygaśnięcie działania uchwał KRS ex nunc (u mnie) czy ex tunc (u nich); albo czy powrót na dawne stanowiska sędziów wadliwie mianowanych oznacza „odwołanie z urzędu” (konstytucyjnie wadliwe – oni) czy „zmianę miejsca pełnienia służby” (poza zakresem zakazu z art. 180 ust.1 Konstytucji – tak u mnie).

Wobec tego, tylko dalszy rozwój wydarzeń (i jeżeli wypowie się znów KW) może rozstrzygnąć kto ma rację z tym zakresem odczytywania opinii i projektu. I ja na takowy rozwój wydarzeń zamierzam poczekać.

Rzecz główna: ceterum censeo, że moje wąskie odczytywanie projektu ma głęboki sens praktyczny dla istoty prawa do sądu i wymiaru sprawiedliwości. Bo kładzie natychmiastowy kres podważalnym wyrokom wydawanym w składach, o których wadliwości niewątpliwie przesądzają wyroki ETPCz i TSUE. A to istotne dla całej klienteli wymiaru sprawiedliwości. Natomiast końcowej daty indywidualnego vettingu w wersji Polemistów oni sami nie potrafią oznaczyć – także w tekście polemiki i wyrażają tylko nadzieję, że to nie będzie zbyt długo. 

I to jest właściwa przyczyna mego poglądu o sensie wąskiego odczytania zarówno opinii KW i projektu ministerialnego, a nie – jak mniemają polemiści – konieczność wywołana sympatią dla pierwotnego projektu ministerialnego. Bo moja opinia nie jest agitacją za tym projektem (mogłyby być różne inne), tylko próbą racjonalizacji tego, z czym mamy obecnie do czynienia.

I jeszcze uwaga natury ogólniejszej.

Od lat zajmując się – m.in. – lekturą różnych tekstów, także polemicznych, dostrzegam pewien chwyt erystyczny.

Otóż przedstawianie przedmiotu polemiki w sposób ekscesywny co do znaczenia („Łętowską odczytuje zbyt wąsko”) polegające na przypisaniu oponentowi stanowiska skrajnego jest zabiegiem interpretacyjnym wskazującym znaczenie jako możliwe, potencjalne, a nie wynikające jako wniosek konieczny z bezpośredniego odczytania tekstu. Jest to zabieg ułatwiający polemiście argumentację, która byłaby znacznie trudniejsza w wypadku bardziej uważnej i – przede wszystkim – dalekowzrocznej lektury tekstu z którym się polemizuje. To jednak wymaga zadania sobie pytania „dlaczego” – jakie względy kierowały wyborem interpretacji nie tej „potencjalnej” tylko tej wąskiej, wprost wyrażonej.

I do tego zachęca tytułowa paremia łacińska.

Posted by Ewa Łętowska