I. Jak debatować o Trybunale?
Prawna analiza wniosku posłów podważających zgodność z Konstytucją przepisów określających wybór sędziów TK (https://trybunal.gov.pl/sprawy-w-trybunale/art/zasady-i-tryb-wyboru-sedziego-trybunalu-konstytucyjnego) napotyka na zasadniczą trudność. Kontekst złożenia wniosku mógłby wskazywać, że jakiekolwiek prawne dywagacje na jego temat nie mają sensu. Z drugiej strony wniosek ten zawiera argumentację konstytucyjną. Jej pominięcie w debacie publicznej nie byłoby wskazane, choćby z tego względu, że debata nad powołaniem sędziów TK nie powinna mieć stricte politycznego charakteru. Utrudniałaby ona odpowiedź na pytanie, w jaki sposób powinni być wybierani sędziowie do Trybunału i czy ich wybór ma obecnie jakikolwiek sens.
Obecna kondycja Trybunału Konstytucyjnego jest powszechnie znana. Została opisana w wielu raportach, publikacjach naukowych, wyroku ETPC z 7 maja 2021 r. w sprawie Xero Flor przeciwko Polsce (skarga nr 4907/18) oraz wyroku TSUE z 18 grudnia 2025 r., sygn. C-448/23. Nie wchodząc w szczegóły, przyczyny i oceny obecnego stanu rzeczy, można z pewnością przyjąć, że Trybunał Konstytucyjny nie wypełnia swych konstytucyjnych funkcji. Trudno jednak zaprzeczyć, że orzeczenia TK skutkują określonymi faktami mającymi prawne reperkusje. Zapewne właśnie w celu wywołania takich skutków grupa posłów złożyła wniosek domagający się stwierdzenia niekonstytucyjności ustawowych i regulaminowych zasad powoływania sędziów TK. Zasadniczym celem wydaje się zablokowanie wyboru nowych sędziów (szerzej o tym M. Matczak: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32589433,marcin-matczak-polski-biedny-narod-przywykl-do-tego-ze-panom.html). Dokonanie takiego wyboru zgodnie ze standardem konstytucyjnym, to w obecnej sytuacji jedyna szansa na przywrócenie Trybunałowi zdolności do wykonywania zadań. Poprzednia próba naprawy Trybnału, polegająca na uchwaleniu nowej ustawy o TK, zakończyła się niepowodzeniem
Wybór sędziów istotnie utrudniają doświadczenia ostatnich kilkunastu lat, które układają się w obraz „równi pochyłej”. Proces ten rozpoczął się od oczywiście niekonstytucyjnego słynnego art. 137 autorstwa koalicji PO-PSL dotyczącego obsadzenia Trybunału „nadmiarowymi” sędziami. Następnie byliśmy świadkami zaprzysiężenia sędziów przez Prezydenta o godzinie 1:30 w nocy z 2 na 3 grudnia 2015 r., prób wyboru Prezesa TK z naruszeniem zasad określonych w wyrokach Trybunału (sygn. K 39/16 oraz K 44/16), aż po powoływanie czynnych polityków, którzy jako sędziowie zaczęli oceniać konstytucyjność ustaw, które sami współtworzyli. Obecny wniosek posłów stanowi kolejny etap tego procesu.
II. Czy toczy się dyskusja o wyborze sędziów TK?
Debata nad wprowadzeniem zasad wyboru sędziów gwarantujących ich niezawisłość toczy się od lat. Wydawało się, że obecna większość sejmowa, akcentująca konieczność przywrócenia praworządności, potraktuje tę dyskusję poważnie i zainicjuje transparentną procedurę wyłaniania kandydatów. Przeprowadzenie wyborów w sposób gwarantujący nominacje dla osób o najwyższych kwalifikacjach merytorycznych i etycznych jest warunkiem koniecznym odbudowy tej instytucji (M. Gutowski, P. Kardas, https://www.rp.pl/opinie-prawne/art43780101-maciej-gutowski-piotr-kardas-kiepskie-wybory-do-trybunalu-bylyby-triumfem-pis).
Niestety, na razie nic takiego nie ma miejsca. Poza medialnymi doniesieniami o potencjalnych kandydatach, trudno dostrzec oznaki systemowego podejścia większości sejmowej do tej kwestii. Stwarza to pretekst do wyrażania „troski” o jakość wyboru ze strony wnioskodawców. Naiwnym byłoby jednak przekonanie, że wcześniejsze zgłoszenie kandydatów zapobiegłoby próbom zablokowania procedury wyboru sędziów (E. Siedlecka, https://oko.press/mialas-koalicjo-miejsca-w-trybunale-konstytucyjnym-siedlecka). Trzeba też mieć świadomość, że obecna sytuacja nie sprzyja znalezieniu odpowiednich chętnych do Trybunału oraz debatowaniu nad ich kandydaturami.
III. Posłowie jako „strażnicy” Konstytucji
Zarysowany kontekst jest kluczowy dla oceny wniosku złożonego 3 lutego 2026 r. Rozpatrzenie tej sprawy może bowiem wywołać konsekwencje wykraczające daleko poza intencje samych wnioskodawców. Wniosek ten jest swoistym „fenomenem” – jego autorzy budują standardy prawne w oparciu o dorobek doktryny i orzecznictwa TK wypracowany po 1989 r., mimo że wielu z nich od dekady tych standardów nie przestrzegało. Dwa cytaty reprezentatywne dla wniosku:
- Sędziowie konstytucyjni mają „obowiązek niewdzięczności” wobec organu, który ich wybrał lub powołał. Mogą zostać zgłoszeni przez partię i wybrani przez posłów tej samej partii, lecz nigdy nie mogą tej partii reprezentować. Jako sędziowie są niezależni, a ich lojalność należy się Konstytucji, a nie tym, którzy ich wybrali (Opinion on amendments to the Act of 25 June 2015 on the Constitutional Tribunal of Poland, adopted by the Venice Commission at its 106th Plenary Session (Venice, 11-12 March 2016), s. 21).
- W sytuacji wątpliwości co do prawidłowości wyboru na stanowisko Sędziego Trybunału Konstytucyjnego właściwą postawą strażnika Konstytucji powinno być wstrzymanie odebrania ślubowania do czasu wyjaśnienia wątpliwości, zaś w przypadku ustalenia w ostatecznym i mającym moc powszechnie obowiązującą wyroku Trybunału Konstytucyjnego niezgodności z Konstytucją RP przepisów stanowiących podstawę wyboru takiej osoby, Prezydent powinien odmówić odebrania ślubowania.
Ostatni fragment mógłby bez żadnych zmian zostać wstawiony do wniosku o postawienie byłego prezydenta Andrzeja Dudy przed Trybunałem Stanu w związku z nocnym zaprzysięganiem sędziów. Uzasadnienie wniosku grupy posłów zawiera szereg aprobujących odesłań do wyroków TK z 3 grudnia 2015 roku, sygn. K 34/15 (wybór sędziów na zajęte stanowiska), oraz wyroku z 9 marca 2016, sygn. K 47/15 (ustawowe uniemożliwienie Trybunałowi wykonywania jego konstytucyjnych zadań). W 2015 i 2016 roku posłowie PiS oraz Prezydent nie czuli się związani tymi wyrokami. Do dziś nie uznają skutków naruszeń Konstytucji polegających na wyborze osób na zajęte już stanowiska w TK. Teraz przedstawiciele ówczesnej większości postanowili zostać strażnikami zasad wskazanych w tych i innych wyrokach TK wydawanych przed 2017 rokiem.
IV. Wykładnia wroga Konstytucji już była
Trudno uznać, że wniosek do Trybunału Konstytucyjnego został złożony w dobrej wierze. Zbędne jest zatem szczegółowe analizowanie treści zaskarżonych przepisów i przywołanych we wniosku wzorców kontroli. Należy jednak odnieść się do jego podstawowych zarzutów i zastanowić się, czy można je uznać za uzasadnione? Inaczej mówiąc: jest on źródłem rzeczywistych wątpliwości konstytucyjnych? Trzeba przyjrzeć się kluczowym argumentom i sposobowi, w jaki uzasadniają one podniesione zarzuty.
Kluczowy argument wniosku opiera się na tezie, w myśl której część norm regulujących wybór sędziów TK sformułowana została w Regulaminie Sejmu, a powinna znajdować się w ustawie. Podstawą tezy jest konstytucyjna zasada wyłączności ustawy. Wnioskodawcy twierdzą, że art. 112 Konstytucji gwarantuje wprawdzie Sejmowi autonomię regulaminową, ale Regulamin Sejmu powinien być zgodny z ustawą jako aktem wyższego rzędu (s. 15 wniosku). To systemowe nieporozumienie. Argument z hierarchicznej wyższości ustawy mógłby być użyty do charakteryzowania relacji ustawa – rozporządzenie. Relację tę kształtuje art. 92 Konstytucji. Relacja ustawa – regulamin Sejmu jest kształtowana przez art. 112 Konstytucji. Opiera się ona na zasadzie rozłączności materii między ustawą a regulaminem. Wnioskodawcy cytują nawet wyroki TK dotyczące tej kwestii, ale nie próbują aplikować ich do własnego wniosku. Podział materii między ustawę a regulamin w oparciu o zasadę nadrzędności ustawy jest konstytucyjnie wadliwy. Wadliwość ta rzutuje na ocenę zarzutu niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów ustawy oraz Regulaminu Sejmu.
Wadliwy rozkład materii między ustawę a Regulamin Sejmu narusza, zdaniem wnioskodawców, prawo równego dostępu do służby publicznej, o którym mowa w art. 60 Konstytucji. Prawo to wymaga określenia wyłącznie w ustawie zasad wyboru sędziów TK. Co do zasady jest to pogląd trafny, jednak sformułowany na zbyt wysokim poziomie ogólności. Uzasadnienie wniosku nie odnosi się szerzej do treści art. 60 Konstytucji, możliwości ograniczania wyłączności ustawy na tle tego przepisu ani klauzul limitacyjnych, które takie ograniczenia uzasadniają. Autonomia regulaminowa z art. 112 Konstytucji daje Sejmowi możliwość regulowania wielu kwestii wprost w regulaminie. Ratio tej autonomii polega na tym, by zasady postępowania w Izbie były kształtowane bez udziału Senatu i Prezydenta, co miałoby miejsce, gdyby zasady te miały znaleźć się w ustawie. Powstaje więc pytanie: w jaki sposób rozgraniczyć materię ustawową i regulaminową z perspektywy art. 60 Konstytucji?
Odpowiedź zależy od odpowiedzi na dwa bardziej szczegółowe pytania. Po pierwsze: z jakiego rodzaju stanowiskiem w ramach służby publicznej mamy do czynienia? Zakres wyłączności ustawy różnie będzie się kształtował np. w przypadku procedury określającej wybór premiera, Rzecznika Praw Obywatelskich i sędziego konstytucyjnego. Po drugie należy ustalić, jakie wymagania prawo formułuje dla objęcia danego stanowiska. Analiza obu kwestii wymagałaby wskazania, na czym polega brak równego dostępu kandydatów na sędziów do objęcia urzędu sędziego TK. Tego jednak wnioskodawcy nie czynią. W szczególności nie wskazują na ograniczenia prawa równego dostępu do służby publicznej, które nie spełniają wymogów z art. 31 ust. 3, i nie zestawiają tego przepisu z art. 112 Konstytucji. Poprzestają na ogólnym stwierdzeniu, że materia wyboru ma być regulowana w ustawie. Zarzutu o naruszeniu art. 60 Konstytucji nie można więc zweryfikować.
Tym bardziej wątpliwy jest argument, w myśl którego kwestie ustrojowe powinny zostać uregulowane w ustawie. Regulamin Sejmu w większości reguluje kwestie ustrojowe. Stwierdzenie, że jakaś kwestia ma charakter ustrojowy, samo w sobie nie daje podstaw do rozgraniczania materii ustawy i regulaminu.
Kolejne zarzuty odrywają się od normatywnej treści Konstytucji. Zarzut niekonstytucyjności polegający na braku w obowiązujących przepisach kwalifikowanej większości, którą powinni być wybierani sędziowie, nie został oparty na żadnym przepisie Konstytucji. Również zarzut braku mechanizmu określającego proporcjonalność wyboru, respektującą pozycję największego klubu parlamentarnego, nie ma podstaw konstytucyjnych. W odniesieniu do obu nie wiadomo, z jakich przepisów Konstytucji wymóg kwalifikowanej większości oraz swoiście pojmowanej proporcjonalności miałby wynikać. Autorzy odwołują się w tym zakresie do Konstytucji jako „żyjącego instrumentu”. O żyjącej konstytucji napisano wiele. We wniosku brak jednak związku z tym, co już napisano, a samo odwołanie do idei żyjącej konstytucji robi wrażenie figury stylistycznej. Wprowadzenie większości kwalifikowanej, np. 3/5, mieści się w zakresie swobody prawodawcy, nie jest jednak wymogiem konstytucyjnym. Postulat proporcjonalnego ustalania składu Trybunału względem większości sejmowej jest interesujący. W ostatnich kilkunastu latach wnioskodawcy konsekwentnie ignorowali go przy okazji wyboru kolejnych sędziów. Jeśli postulat ten rozumieć jako wiążący nakaz wybierania sędziów z rekomendacji największego klubu parlamentarnego, to nie ma on oparcia nawet w najbardziej brawurowo rozumianej koncepcji żyjącej konstytucji. Konstytucja jest w tym zakresie jednoznaczna. W myśl art. 120 Sejm podejmuje uchwały zwykłą większością głosów, jeżeli ustawa lub uchwała nie stanowi inaczej. Wprowadzenie większości kwalifikowanej w podejmowaniu uchwał jest prawem, a nie obowiązkiem Sejmu. Kwalifikowana większość może też wynikać wprost z Konstytucji (por. art. 90 ust. 2). Tylko wtedy można uznać, że podejmowanie uchwały kwalifikowaną większością jest obowiązkiem Sejmu.
Powyższe uwagi ilustrują szerszy problem. Wnioskodawcy formułują wiele zarzutów związanych z pominięciami prawodawczymi (zbyt wąski zakres regulacji zaskarżonych przepisów), nie uzasadniając, dlaczego obowiązek uregulowania danej kwestii wiążą z zaskarżonymi przepisami. Poza wskazanymi wyżej zarzutami dotyczącymi braku większości kwalifikowanej i proporcjonalności dobrą ilustracją są wadliwe zarzuty dotyczące prezydenta. Wnioskodawcy wskazują, że art. 4 ust. 1 zaskarżonej ustawy pomija wiele kwestii, które powinny być uregulowane w tym przepisie i określać obowiązki prezydenta w procedurze powoływania sędziów. Nie odnoszą się jednak w ogóle do tezy, w myśl której obowiązki te, np. zaprzysiężenie sędziów TK, wynikają wprost z art. 126 ust. 1 i 2 Konstytucji. Czyni to zbędnym uzupełnianie o dodatkowe treści zaskarżonego przepisu. Takie odniesienie jest konieczne, jeśli na poważnie mamy traktować zarzut legislacyjnego pominięcia.
Należy zgodzić się z wnioskodawcami, że ustrojowo nie powinna występować sytuacja, w której większość sejmowa dokonuje grupowego wyboru sędziów. Argumentacja sformułowana we wniosku w sposób wybiórczy i oparty na częściowo błędnych założeniach konstytucyjnych nie umożliwia jednak odpowiedzi na pytanie, w jakim zakresie jest to postulat, a w jakim wiążący nakaz konstytucyjny. „Fenomen” wniosku polega na tym, że jego autorzy przedstawiają życzeniową wykładnię Konstytucji, budują idealną procedurę wyboru sędziów TK i formułują idealne standardy konstytucyjne, które jedynie częściowo znajdują oparcie w Konstytucji, po to, by uczynić wybory sędziów niemożliwymi. Dlaczego byłyby to wybory niemożliwe do zrealizowania? Odpowiedź daje nam analiza skutków proponowanego orzeczenia TK.
V. Czy równia pochyła może być jeszcze bardziej pochyła?
Więcej miejsca warto poświęcić projektowanym skutkom orzeczenia TK. Tu również trudność polega na skąpym uzasadnieniu. Jego rekonstrukcja i szczegółowe odniesienie się do żądania wniosku zajęłyby sporo miejsca. Trzeba byłoby ustalić, czy żądanie, by prezydent powstrzymał się od zaprzysiężenia sędziów do czasu wyjaśnienia wątpliwości konstytucyjnych, jest adekwatne do sytuacji ze sprawy K 34/15, do której odwołują się wnioskodawcy. Jakie są podstawy konstytucyjne proponowanego wejścia w życie wyroku z mocą wsteczną (z wniosku – przepisy wskazane w petitum wniosku, uznane za niezgodne z Konstytucją RP, tracą moc w dniu poprzedzającym wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego w 2026 roku na ich podstawie – art. 190 ust. 3 Konstytucji)? Wnioskodawcy tego nie uzasadniają, poprzestając na odwołaniu się do jednej publikacji. Zamiast rekonstruować tok rozumowania wnioskodawców i roztrząsać złożone kwestie intertemporalne, warto zastanowić się, jakie byłyby skutki orzeczenia TK wydanego zgodnie z żądaniem wniosku. W szczególności: czy stwierdzenie niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów nie stanie się podstawą do złożenia z urzędu wszystkich sędziów TK, którzy zostali wybrani i objęli urząd na podstawie zaskarżonych przepisów?
Odpowiadając na to pytanie, przyjmijmy hipotetycznie, że wniosek został złożony w dobrej wierze, wskazane w nim argumenty uzasadniają niekonstytucyjność zaskarżonych przepisów, a orzeczenie Trybunału stwierdza ich niekonstytucyjność w sposób proponowany przez wnioskodawców jako obowiązujący. Wnioskodawcy mają rację, twierdząc, że przepisy uznane przez TK za niezgodne z konstytucją nie mogą być stosowane do żadnej sytuacji z przeszłości, teraźniejszości lub przyszłości. To jednak ogólna zasada, która może doznawać różnych wyjątków i modyfikacji. Intertemporalne prawo konstytucyjne opiera się na założeniu, w myśl którego zasada nadrzędności konstytucji uzasadnia utratę mocy obowiązującej i zakaz stosowania przepisów uznanych za niekonstytucyjne. Jeśli jednak odmowa stosowania takich przepisów powodowałaby naruszenie wolności lub praw konstytucyjnych, zasady zaufania obywateli do państwa, innych zasad składających się na klauzulę państwa prawa lub innych zasad konstytucyjnych, to zakaz stosowania niekonstytucyjnych przepisów podlega ograniczeniom.
Konstytucyjne reguły intertemporalne oraz reguły określające sposób związania orzeczeniami TK jedynie w części są wprost wyrażone w Konstytucji. Art. 190 ust. 3 stanowi podstawę dla dalszego obowiązywania niekonstytucyjnych przepisów, a art. 190 ust. 4 Konstytucji określa zasady wzruszania rozstrzygnięć wydanych na ich podstawie. Ten ostatni przepis wskazuje, że wyroki TK nie działają ex tunc i mogą być jedynie podstawą do wzruszenia prawomocnych wyroków, ostatecznych decyzji i innych rozstrzygnięć. Wzruszenie takich rozstrzygnięć wymaga stosownej procedury określonej w ustawie. Ustawa może też pod pewnymi warunkami wykluczyć możliwość wzruszania orzeczeń nawet wtedy, gdy ich podstawą są niekonstytucyjne przepisy. Trybunał już wiele lat temu wskazał, że prawo do wznowienia postępowania, o którym mowa w art. 190 ust. 4, jest publicznym prawem podmiotowym, które może podlegać ograniczeniom w oparciu o klauzule limitacyjne z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Sposób sformułowania art. 190 ust. 4 Konstytucji wskazuje na najbardziej typową sytuację, w której organ stosujący prawo (sąd, organ administracji) staje przed problemem odmowy zastosowania niekonstytucyjnego przepisu czy normy.
Sytuacja powstająca w związku z rozpoznaniem wniosku nie jest jednak typowa. Wnioskodawcy określają skutki stwierdzenia niekonstytucyjności zaskarżonych przepisów przede wszystkim w odniesieniu do przyszłej procedury wyboru sędziów. Skoro w przepisach brak jest procedury umożliwiającej wznawianie postępowań w przedmiocie wyboru sędziów TK, to należy skutek utraty mocy obowiązującej niekonstytucyjnych przepisów określić z mocą wsteczną. Z petitum wniosku dotyczącego skutków (gdy czyta się je a contrario) oraz ze wskazanego w uzasadnieniu wstecznego terminu utraty mocy obowiązującej zaskarżonych przepisów wynikać mają dwie konsekwencje:
- Co do zasady orzeczenie TK nie stanowi podstawy do wznowienia postępowań zakończonych na podstawie przepisów uznanych za niezgodne z Konstytucją. O jakie postępowania tu chodzi wnioskodawcy wprost nie mówią. Z kontekstu wniosku wynika, że są to postępowania, w których wybrano obecnie urzędujących sędziów TK. Drugą grupę stanowią postępowania w sprawach wskazanych w art. 188 pkt 1-3 Konstytucji, zakończone wydaniem ostatecznego orzeczenia.
- Przepisy uznane za niezgodne z Konstytucją miałyby utracić moc obowiązującą wstecznie w dniu poprzedzającym wybór sędziów TK w 2026 r. Czyli nawet gdyby sędziowie zostali wybrani przed wydaniem orzeczenia w niniejszej sprawie, to i tak byliby wybrani bez podstawy prawnej. Ponadto można byłoby chyba wznowić postępowanie w sprawie ich wyboru. W tym fragmencie wniosek robi wrażenie wewnętrznie sprzecznego (nie ma procedury wznowień wyboru sędziów TK, ale orzeczenie może ją dopuścić), nie ma jednak sensu wdawanie się w dywagacje na ten temat. Dla uniknięcia możliwych trudności w ustalaniu statusu nowo wybranych sędziów, których podstawa wyboru następnie zostałaby skasowana przez TK, wnioskodawcy wskazują, że samo złożenie przez nich wniosku powinno skutkować powstrzymaniem się przez prezydenta od ewentualnego przyjęcia ślubowania.
Wydaje się, że wniosek zamyka w sposób absolutny kwestię wyboru sędziów TK w tej kadencji Sejmu: a) prezydent nie przyjmie ślubowania od nowo wybranych sędziów, b) uchylenie przepisów spowoduje, że w ogóle nie będzie podstaw do wyboru sędziów TK i trzeba będzie uchwalić nową ustawę, a następnie wysłać ją do podpisu prezydenta.
Należy jednak rozważyć skutki ewentualnego orzeczenia, o których wnioskodawcy nie piszą i których chyba nie biorą pod uwagę. Ocena skutków uznania za niekonstytucyjne podstaw wyboru urzędujących sędziów Trybunału Konstytucyjnego wymyka się przyjętemu schematowi analizowania wznowień postępowania opartych na artykule 190 ust. 3 oraz artykule 190 ust. 4 Konstytucji. Nawet jeśli przyjmiemy za wnioskodawcami, że wznowieniu nie podlegają postępowania w przedmiocie wyboru urzędujących sędziów oraz postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym prowadzone z ich udziałem, to otwarte pozostaje pytanie: jaki status mają urzędujący sędziowie, skoro przepisy, na podstawie których zostali wybrani przez Sejm, okazały się niezgodne z konstytucją? Odpowiedzi na to pytanie nie da się udzielić, opisując skutki orzeczenia TK wyłącznie w kategoriach ex nunc lub ex tunc.
Punktem wyjścia określania skutków projektowanego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego jest ogólny nakaz przestrzegania Konstytucji. Mamy do czynienia z nową sytuacją prawną polegającą na stwierdzeniu niezgodności z Konstytucją przepisów, które stanowiły podstawę legitymizującą sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Legitymizację taką sędziowie powinni posiadać przez cały okres sprawowania urzędu. Obecny system prawny przewiduje możliwość utraty takiej legitymizacji i możliwość złożenia z urzędu sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Wśród przypadków uzasadniających możliwość złożenia sędziego z urzędu nie wymieniono wprost sytuacji, o którą chodzi w niniejszej sprawie. Istnieje jednak jedno podobieństwo tych sytuacji. Pojawia się w systemie prawa orzeczenie, które stwierdza wadliwość sędziego skutkującą niemożność sprawowania urzędu. Orzeczenie takie może stwierdzać brak odpowiedniego wykształcenia do sprawowania urzędu, ale może też stwierdzać brak podstawy prawnej będącej podstawą sędziowskiej inwestytury.
Dla oceny tej sytuacji istotne są dwie konstatacje. Po pierwsze: skoro przepisy, na podstawie których sędziowie objęli urząd, okazały się niekonstytucyjne, nie mogą one dalej stanowić podstawy sprawowania przez nich urzędu sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Nie chodzi tutaj o wsteczną ocenę sposobu wyboru urzędujących sędziów i stwierdzenie nieważności wyboru. Chodzi o stwierdzenie aktualnej podstawy prawnej, na mocy której sędziowie konstytucyjni wykonują powierzony im urząd. Podstawy takiej nie ma, gdyż została z systemu prawa derogowana mocą orzeczenia TK. Sam akt wyboru przez Sejm mógłby co najwyżej legitymizować urząd sędziego do czasu obowiązywania zaskarżonych przepisów. Po drugie: samo orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie może stanowić podstawy wtórnej legitymizacji, legitymizacji zastępczej, na mocy której sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mogliby nadal wykonywać kompetencje, o których mowa w art. 188 pkt 1-3 Konstytucji.
Konstatacja powyższa prowadzi do dwóch pytań. Po pierwsze: czy urzędujący w Trybunale Konstytucyjnym sędziowie mogą podejmować czynności orzecznicze i sprawować kontrolę konstytucyjności prawa po stwierdzeniu niekonstytucyjności przepisów na podstawie, których zostali wybrani? Na tak postawione pytanie należałoby odpowiedzieć negatywnie. Warunkiem koniecznym jest tu legitymizacja urzędu. Sędzia pozbawiony legitymizacji konstytucyjnej nie może wyrokować o zgodności prawa z Konstytucją. Po drugie pojawia się kolejne pytanie: kim w takim razie staną się sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, gdy stwierdzą, że przepisy, na podstawie których zostali wybrani, są niezgodne z Konstytucją? Zdaniem wnioskodawców nie ma procedury, w której można byłoby wznowić postępowanie o wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego lub w jakikolwiek sposób stwierdzić wadliwość tego wyboru. Ponadto wnioskodawcy twierdzą, że treść orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego wykluczy możliwość takiego wznowienia. Brak procedury stwierdzenia nieważności wyboru nie oznacza, że nie można stwierdzić braku możliwości sprawowania urzędu po wyroku TK. Należy jeszcze raz zapytać kim byliby sędziowie Trybunału, którzy nie mogą orzekać, i czym stałby się wtedy Trybunał Konstytucyjny? Na te pytania powinien odpowiadać każdy organ państwa, który stanie przed koniecznością oceny skutków ewentualnego orzeczenia.
Sytuacja Trybunału Konstytucyjnego od grudnia 2015 roku przypomina sytuację samolotu, który wpadł w korkociąg, a kolejne wydarzenia zwiększają tylko szybkość obrotów w tym korkociągu. Jeśli powyższe wątpliwości dotyczące skutków ewentualnego orzeczenia w sprawie podstaw prawnych wyboru sędziów Trybunału zestawimy z obecnymi sporami, jakie toczą się wokół niego, to sytuacja może wyglądać następująco:
- Prezydent, powołując się na fakt złożenia wniosku i wątpliwości podnoszone w stosunku do przepisów stanowiących podstawę wyboru sędziów TK, odmówi zaprzysiężenia nowo wybranych sędziów. Być może odmowę uzasadni wydanym już przez TK orzeczeniem.
- Otworzy to nowy spór wokół tych sędziów oraz możliwości objęcia przez nich urzędu.
- Do zarzutów o brak niezależności Trybunału dołączą nowe wątpliwości.
- Stwierdzenie, że brak legitymacji do zajmowania stanowiska sędziego mają wszyscy sędziowie, którzy zostali wybrani na podstawie niezgodnych z Konstytucją przepisów, będzie oznaczało dalej idące zarzuty względem Trybunału. Bardzo prawdopodobne w tym kontekście jest pojawienie się w przestrzeni publicznej stwierdzenia, że Trybunał jest organem, który w ogóle nie jest obsadzony.
- Uznanie, że podstawy wyborów sędziów są niezgodne z Konstytucją oraz że przepisy określające ten wybór zostały uchylone, będzie wymagało uchwalenia w drodze ustawy nowych zasad wyboru sędziów Trybunału. Biorąc pod uwagę zarzuty wnioskodawców dotyczące pominięć prawodawczych, przepisy takie musiałyby mieć szerszy zakres przedmiotowy niż obecnie obowiązujące. W obecnej sytuacji polityczno-prawnej uchwalenie takich przepisów nie wydaje się możliwe, tak więc system prawny zostałby pozbawiony jakichkolwiek reguł wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
- Możliwość uchwalenia nowej regulacji być może pojawi się po kolejnych wyborach parlamentarnych. Nawet jeżeli tak będzie, to trudno zakładać, że takie przepisy oraz dokonany na ich podstawie wybór sędziów Trybunału będą oparte na tezach sformułowanych we wniosku, zaczerpniętych z opinii Komisji Weneckiej, wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 roku, sygn. K 34/15, oraz wyroku z 8 marca 2016, sygn. K 47/15.
„Fenomen” wniosku polega więc na tym, że jego autorzy, budując „idealistyczną” wizję procedur wyboru mogą doprowadzić do ich ostatecznego demontażu. Zarysowany scenariusz oznaczałby faktyczną i definitywną likwidację Trybunału Konstytucyjnego jako organu zdolnego do działania, mimo że formalnie nadal figurowałby on w tekście Konstytucji.
Piotr Tuleja
Autor jest profesorem prawa konstytucyjnego, sędzią TK w stanie spoczynku, prezesem Polskiego Towarzystwa Prawa Konstytucyjnego i kierownikiem Katedry Prawa Konstytucyjnego UJ.

Podziel się: