Plebiscyt w którym środowisko sędziowskie opiniowało kandydatów do KRS (w liczbie 60 zgłoszonych) był bardzo ważny. Dużo ważniejszy, niż jego bezpośredni cel i wpływ na ostateczny skład KRS nad którym będzie głosował ostatecznie Sejm.  `Ten ostatni  zobowiązał się honorować wynik plebiscytu, traktując go jako wiążący. Możliwość uczestnictwa była powszechna i nieróżnicująca. Każdy sędzia miał 15 głosów. To zaś – w sposób prawdziwie demokratyczny –   stwarzało szansę poznania kondycji środowiska, i to bez upiększających złudzeń.

Ważne więc było, by nie fałszować złym nazewnictwem istoty rzeczy. I chociaż zwłaszcza w tytułach gazet powtarzało się błędne określenie mówiące o „pra” czy nawet „wyborach”, tu nie o to chodziło. To nie były „prawybory,”  ani – tym bardziej – „wybory” – tylko coś, co można zawsze zorganizować: wyrażenie i zebranie w demokratyczny, bo powszechny i niewykluczający sposób – opinii całej populacji sędziowskiej, liczącej nieco ponad 9 tys. głów. Nota bene  w tej sytuacji bezpodstawne są zarzuty, że chodzi o działanie rzekomo nielegalne, bo brak do niego prawnej podstawy.Taki plebiscyt w końcu można przeprowadzić zawsze; nawet brak formalnie zwołanego Zgromadzenia Ogólnego w sądzie, nie stanowi tu przeszkody. Vide przykład SN, gdzie nZO nie zwołano, z uwagi na  obstrukcję Pani Prezes, co nie przeszkodziło chętnym w wyrażeniu opinii, w sposób sformalizowany, zaprotokołowany i wiarygodnie udokumentowany.

Gdy to piszę,  brak  ostatecznych  danych. Frekwencja oscylowała około 60 procent, co jest dobrym wynikiem.  Społeczność jest przecież mocno już znużona polaryzacyjną waśnią. Aktywny udział jest  tu  natomiast o tyle istotny, że był – po pierwsze – miernikiem wiary we własne upodmiotowienie; po drugie,  był zwycięstwem nad własnym oportunizmem. A ten nie jest – niestety – obcy środowisku sędziowskiemu. Frekwencja obrazuje przy tym  aprobatę dla protezy, jaką z konieczności (veto prezydenckie uniemożliwiające legislacyjną  sanację ustawy o KRS) zastosowano wobec obowiązującej ustawy, na podstawie której dochodzi do wymiany składu KRS. Konstytucyjna wadliwość  obowiązującej ustawy o KRS  2011 r. jest  zaś powszechnie znana  i u nas,  i w TSUE,  i w ETPCz.

Tu paradoks, podważający wiarygodność krytyków plebiscytu. Na niekonstytucyjność ustawy  wskazują teraz ci, którzy krytykowany akt  tworzyli, którzy go nowelizowali wypaczając sens konstytucyjnych pryncypiów  i którego wytrwale bronili.  Ba, w składowi sprawy w TK, gdzie obecna KRS zainicjowała postępowanie w sprawie  K 8/26 aktywnie działał  sędzia, który onegdaj, w Sejmie, nadawał ustawom o wymiarze sprawiedliwości  obecny, niekonstytucyjny kształt. Ot, taki kuriozalny rozdźwięk uzasadnienia  jurydycznego i politycznych kalkulacji wniosku  do TK:  stwierdzenie niekonstytucyjności w sprawie K 8/26 w perspektywie miałoby przecież rzucić cień na  skuteczność wyboru nowej KRS. No i mamy też  dodatkowo  kolejny dowód kruchości obecnych standardów orzekania w TK (powody wyłączenia sędziego).

To nie jeden paradoks polityczno-prawny towarzyszący plebiscytowi. Drugi, to wezwanie do absencji ze strony (jej liczebność można szacować na ok. 3000 osób) sędziów, których  opiniowała niekonstytucyjna KRS, nazywanych „neosędziami”. Skądinąd przecież ta strona  lansowała konkurencyjne listy  kandydatów. Paradoks polega na tym, że posłuszeństwo wezwaniu zaowocowało kompromitująco niskim poparciem kandydatów figurujących na tych listach, co  zdelegitymizowało  środowiskowo i ich samych, i  sens wezwania do bojkotu.

Frekwencja jest więc sukcesem tych, którzy z braku laku (nowa ustawa) z konieczności zadowolili się tym, co było do wzięcia. Alternatywą było nic-nierobienie i stagnacja, przedłużające istnienie wadliwej KRS oraz dalszy impas nominacji sędziowskich infekujący trwale  funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości.

Gdy idzie o skalę poparcia dla listy stowarzyszeń sędziowskich,  to 4 – 3  tys. głosów uzyskanych przez  elektów jest podstawą do ich satysfakcji osobistej. No i jest mocnym argumentem wobec krytyków. Chyba więc te dwie statystyki zamykają usta populistycznej negacji plebiscytu. Oczywiście nie wiadomo co jeszcze się stanie w Sejmie. Stosowana z konieczności obecna ustawa przewiduje, że w ostatecznej 15-tce powinny się znajdować kandydaci-reprezentanci klubów parlamentarnych, co może ograniczyć wierność wyboru wynikom plebiscytu do 13, a nie 15 osób. Jest tam  jeszcze kilka innych pułapek. Tym niemniej wobec frekwencji i statystyki wyników plebiscytu krytycy jego legalności i demokratyzmu – tracą argumenty. Wyniki te pozwalają więc  na ostrożny optymizm wobec kondycji i sprawczości środowiska.

I jeszcze jedna uwaga. Byłam kiedyś sędzią w NSA . Bardzo sobie cenię te trzy lata terminowania. Ze smutkiem jednak patrzę na – nazwijmy to delikatnie – niestety mocno już utrwaloną, a nawet narastającą, niepokojącą „gładkość” orzecznictwa; nadmierną – moim zdaniem – ostrożność w rozpoznaniu granic własnej kognicji. Przed czterema laty, na łamach DGP opublikowałam tekst   pod znamiennym tytułem: „Spylandum est vs prawo do sądu” (był on zresztą także publikowany na łamach Konstytucyjnego). Była to krytyka orzecznictwa NSA. Przykładem było niechlubne orzeczenie II OZ 440/22, sygnowane nota bene przez sędziego funkcyjnego, co  dodatkowo wzmacniało jego siłę oddziaływania.  Orzeczenie  dotyczyło drastycznego sformalizowania wymagań utrudniających złożenie wniosku o ochronę cudzoziemca w Polsce i ograniczało możliwości działania w ich imieniu przez NGO’s. Pisałam, że    limituje ono dostęp do sądu, że ochrona sądowa nie tylko bywa nieproporcjonalnie przykrótka, gdy idzie o jej abstrakcyjne i potencjalne uregulowanie w obowiązującym ustawodawstwie, a nadto  dodatkowo okrawa ją oportunistycznie powściągliwe orzecznictwo.

Brak mi, niestety,  podstaw do zmiany tej oceny. Zgromadzenie Ogólne sędziów NSA, 20 kwietnia, stosunkiem głosów 43:35 uznało sam plebiscyt za zbędną fatygę. Ponoć zebranie za długo trwało, część uczestników je opuściła, znużona przemówieniami, tych zresztą osób, których status ma deficyty wymagające sanacji. Nieobecni nie mają racji. Kto się wyrzeka własnej demokratycznej podmiotowości – nie będzie jej miał. Sędziom to nie przystoi. Niechby przynajmniej innym nie szkodzili i dawali dobry przykład.

Posted by Ewa Łętowska