Cyprian Liske

Cyprian Liske – student V roku prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz III roku lingwistyki na Wyższej Szkole Europejskiej

Wrogowie Ludu (ang. Enemies of the People) – tak głosił kontrowersyjny nagłówek artykułu opublikowanego 4 listopada 2016 roku w Daily Mail jako komentarz do wyroku w sprawie Miller1. Tytułowymi „Wrogami” nazwani zostali sędziowie angielskiego Wysokiego Trybunału (ang. High Court) – Lord Thomas, Sir Terence Etherton oraz Lord Sales. Sędziowie orzekli wówczas, że rząd brytyjski nie może bez zgody parlamentu uruchomić art. 50 Traktatu o Unii Europejskiej, a więc rozpocząć procedury wystąpienia z UE. Orzeczenie to zostało następnie podtrzymane przez brytyjski Sąd Najwyższy.

Spis treści:

1. Polityczne tło wyroku
2. Co powiedziały sądy?
3. Co powiedziały tabloidy?
4. Co można zrobić?
5. Po pierwsze – edukacja
6. Po drugie – język

1. Polityczne tło wyroku

Jak powszechnie wiadomo, 31 stycznia 2020 roku Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej opuściło Unię Europejską2. Do końca 2020 roku trwa jeszcze okres przejściowy, zmiany więc póki co nie są drastyczne i nie wpływają zbyt mocno na życie codzienne zwykłych ludzi. Zanim jednak do Brexitu finalnie doszło, Zjednoczone Królestwo musiało przejść przez prawną i polityczną batalię, która całkowicie podzieliła społeczeństwo. Wprawdzie większość głosujących Brytyjczyków wyraziła w referendum z 2016 roku preferencję do wyjścia z UE, wynik ten jednak dopiero otworzył całą serię istotnych pytań natury konstytucyjnej3. Jedno z nich zostało zadane w najbardziej znanej brytyjskiej sprawie sądowej ostatnich lat i brzmiało: czy premier Zjednoczonego Królestwa może, realizując wynik referendum, zawiadomić Radę Europejską o woli wystąpienia z UE bez uprzedniej zgody wyrażonej przez parlament w ustawie? Inne zagadnienia prawne dotyczyły między innymi konwenansu Sewela i tego czy poszczególne części Zjednoczonego Królestwa takie jak Szkocja mogą efektywnie zawetować legislację mającą na celu wyprowadzenie UK z Unii. O zagadnieniach dewolucji oraz o systemie konstytucyjnym Zjednoczonego Królestwa w kilku słowach pisałem tutaj: link.

2. Co powiedziały sądy?

Wysoki Trybunał uznał, że zgodnie z zasadą suwerenności parlamentu wyrażaną powszechnie w zdaniu, że może on „uchwalać oraz uchylać jakiekolwiek prawo”, musi on mieć również wpływ na decyzję, która w ostateczności wymiernie wpłynie na brytyjskie ustawodawstwo i zmieni panujący porządek konstytucyjny4. Wprawdzie zawieranie i rozwiązywanie traktatów międzynarodowych należy do prerogatyw (przywilejów) monarszych realizowanych przez władzę wykonawczą – a więc rząd – to jednak prerogatywa ta jest ograniczona regułą mówiącą, że tylko parlament może uchwalać prawo lub upoważniać inne instytucje do tworzenia prawa w jego imieniu. W ten sposób parlament realizuje swoją suwerenność. Ponadto każda prerogatywa wykonywana przez rząd może zostać ograniczona lub zniesiona bez względu na to jak mocno osadzona jest w tradycji prawnej. Dowodzi to jak centralna dla Zjednoczonego Królestwa jest zasada suwerenności parlamentu.

Celem The European Communities Act 1972, który wprowadził do brytyjskiego porządku prawnego nadrzędne prawo Unii Europejskiej, było oczywiście wejście do wspólnoty, a nie przygotowanie się na ewentualne wyjście z niej. Zatem nietrafne były argumenty rządu, że ustawa ta przelała na egzekutywę również kompetencję do opuszczenia Unii i tym sposobem do samodzielnej zmiany porządku prawnego. W szczególności w sytuacji, w której referendum w sprawie Brexitu było prawnie niewiążące, a ustawa leżąca u podstaw jego przeprowadzenia nie przewidywała żadnych konkretnych konsekwencji wyboru przez Brytyjczyków poszczególnych opcji.

Orzeczenie zostało podtrzymane przez brytyjski Sąd Najwyższy, który podzielił powyższe argumenty i zawyrokował, że zgoda parlamentu jest niezbędna przed wszczęciem procedury wystąpienia z UE5. Sąd zajął też stanowisko w kwestii dewolucji, jest to jednak zagadnienie odrębne, niejako na uboczu głównego pytania zawisłego w sprawie Miller.

Jeśli ktoś na Wyspach Brytyjskich wiązał z tym orzeczeniem nadzieje na zatrzymanie Brexitu, z całą pewnością srogo się rozczarował. Parlament szybko przegłosował ustawę upoważniającą Teresę May do wydania noty oficjalnie wszczynającej „Brexit” i 29 marca 2017 roku zegar odmierzający 2 lata okresu przejściowego zaczął tykać. Trzy nieudane głosowania nad umową między UK i UE, trzy przedłużenia okresu wyjścia, dwa przedterminowe wybory parlamentarne, dwie sprawy przed Sądem Najwyższym oraz jeden nowy premier i do Brexitu faktycznie doszło – 31 stycznia 2020 roku.

3. Co powiedziały tabloidy?

Lektura uzasadnień orzeczeń w sprawie Miller, zarówno na poziomie Wysokiego Trybunału jak i później Sądu Najwyższego, nie pozostawia wątpliwości: sądy nie wyrażały politycznej preferencji ani za, ani przeciw wyjściu UK z Unii. Celem tych orzeczeń nie było zatrzymanie Brexitu. Ich skutkiem było jedynie to, że rząd brytyjski nie mógł samowolnie rozpocząć procedury wyjścia z UE, za to musiał wcześniej uzyskać zgodę parlamentu wyrażoną w ustawie. Prawdę mówiąc w świetle panującego na Wyspach porządku konstytucyjnego trudno byłoby wyobrazić sobie inny werdykt.

Tymczasem zaraz po orzeczeniu wydanym przez Wysoki Trybunał rozpętała się nagonka na poszczególnych sędziów wydających ten wyrok. Chcąc nie chcąc, znaleźli się w centrum palącego sporu politycznego. Daily Mail, cytując wypowiedzi różnorakich polityków, nazwał sędziów „oderwanymi od rzeczywistości” oraz zasugerował, że „wypowiedzieli oni wojnę demokracji” ignorując głos 17,4 milionów zwolenników Brexitu. Zgorzkniali zwolennicy pozostania w Unii, ciągnie autor tego pamfletu, będą teraz mogli udaremnić głos brytyjskiego społeczeństwa. „Sędziowie skierowali Brytanię na kurs w stronę kryzysu konstytucyjnego”. Oczywiście czujny czytelnik bez trudu stwierdzi, że żadne z tych stwierdzeń nie odpowiada rzeczywistej treści wyroku brytyjskiego sądu.

Gazeta jednak nie poprzestała na podobnych ogólnikowych myślach, ale wzięła na celownik każdego z sędziów z osobna. Przewodniczącego składu, Johna Thomasa, „oskarżono” o proeuropejskie sympatie z racji, że kierował Instytutem Prawa Europejskiego. Tabloid nie zawahał się napomnieć o tak istotnym fakcie, jak to, że sędzia wraz z żoną żyje w wartej 1,6 miliona funtów kamienicy nieopodal Tamizy. Sędzia Terence Etherton utytułowany został złośliwie „byłym mistrzem szermierki” – z racji jego olimpijskiej przeszłości. Jako dowód jego politycznego zaangażowania podano, że zrezygnował z występu w moskiewskich igrzyskach olimpijskich w proteście przeciw inwazji ZSRR na Afganistan. Nie omieszkano wspomnieć, że sędzia jest orientacji homoseksualnej, a ze swoim partnerem zawarł małżeństwo w brytyjskiej synagodze. Lord Justice Sales z kolei rzekomo „wystawił podatnikom rachunek na 3,3 miliony funtów” reprezentując przez 6 lat rząd w sprawach cywilnych zanim został sędzią. Jaka jest wartość tych kuriozalnych „zarzutów” i na ile są merytoryczne w kontekście wyroku w sprawie Miller – ocenę pozostawiam czytelnikom. Autor artykułu nie tylko przedstawił wnioski nie wynikające z prawdziwej treści orzeczenia, ale próbując zdyskredytować sędziów uderzył w ich życie prywatne oraz wyrwane z kontekstu elementy życia zawodowego.

Publikacja wywołała oburzenie w kręgach brytyjskiej palestry, a także doczekała się ponad 1000 skarg do Independent Press Standards Organisation, niezależnej instytucji zajmującej się w Wielkiej Brytanii regulacją prasy6. Nie zmienia to faktu, że Daily Mail ma około 23 milionów czytelników miesięcznie7. Wielu z nich w oparciu o treści tam zawarte zbuduje swój pogląd o brytyjskim sądownictwie. Tymczasem autor artykułu, James Slack, doczekał się w nagrodę nominacji na stanowisko rzecznika prasowego premiera i funkcję tę pełni do dziś.

4. Co można zrobić?

Stare powiedzonko angielskie mówi, że kłamstwo zdoła obiec pół świata zanim prawda skończy wkładać buty8. Prawnik, a w szczególności sędzia, jest na straconej pozycji kiedy próbuje dotrzeć do społeczeństwa z wyjaśnieniami. Pełen wywód prawniczy nigdy nie będzie atrakcyjniejszy od artykułu w gazecie, nawet jeśli ten drugi często może być nierzetelny. Powiedzmy sobie jednak szczerze: jako prawnicy wcale nie ułatwiamy zadania. Nasz język obfituje w trudną terminologię, zdania wielokrotnie złożone, archaizmy i zapożyczenia z łaciny. Odpowiedzialność za złe dziennikarstwo spoczywa na mediach, a za utrwalanie krzywdzących i nieprawdziwych obelg – na politykach. Prawnik może jednak zrobić więcej, aby po pierwsze dotrzeć do zwykłych ludzi, w szczególności młodych, a po drugie żeby dać im się zrozumieć.

5. Po pierwsze – edukacja

W reakcji na artykuł w Daily Mail palestra brytyjska zorganizowała w szkołach średnich lekcje, aby wytłumaczyć uczniom dlaczego niezależne sądownictwo jest ważne9. W warunkach polskich na duże uznanie zasługuje świetna inicjatywa Katedry Prawa Konstytucyjnego UJ, która od kilku lat prowadzi Młodzieżową Akademię Praw Obywatelskich10. Z kolei Stowarzyszenie im. Prof. Zbigniewa Hołdy organizuje akcję „Tydzień Konstytucyjny”, w ramach której prawnicy udzielają za darmo lekcji w szkołach o prawie i o Konstytucji11. Wydaje się, że najważniejsze jest nie tyle docierać do młodzieży już i tak tematem zainteresowanej, która pewnie poszerzy grono studentów prawa lub politologii, ale wprost przeciwnie – do tej, która nie miała okazji się wiele o prawie dowiedzieć i teraz jest najbardziej narażona na manipulacje mediów i polityków.

6. Po drugie – język

Brytyjski Sąd Najwyższy, który wydawał wyrok po apelacji od orzeczenia Wysokiego Trybunału, wyraźnie podkreślił, że jego celem nie jest wypowiadanie się na temat tego czy Brexit powinien się odbyć, czy też nie. Język tego orzeczenia jest łatwy do zrozumienia. Podobnie w wyroku dotyczącym prorogacji (zawieszenia) sesji parlamentu12. Część historyczna jest napisana w przystępny sposób. Następnie Sąd tłumaczy znaczenie konkretnych pojęć, takich jak „prorogacja” (ang. prorogation), oraz wyjaśnia czym się różnią od innych, takich jak „rozwiązanie” (ang. dissolution) parlamentu. Jest oczywiste, że nie robi tego dla prawników reprezentujących strony – robi to dla laików, którzy być może natkną się na to uzasadnienie. Orzeczenie ma więc podwójnego odbiorcę i jest do tego dostosowane.

Żargon prawniczy ma wiele zalet – pozwala na precyzję, która jest tak istotna w prawie, oraz ułatwia komunikację między profesjonalistami. W dużej mierze jest to „język obcy” względem języka potocznego, ma swoją własną siatkę pojęciową i określone tendencje w strukturze gramatycznej. Trudno jednak odeprzeć zarzuty, że prawnicy często posługują się stylem nadmiernie skomplikowanym i sformalizowanym, w dodatku niedostosowanym do odbiorcy. Niestety oferujemy tę “przyjemność” nie tylko w swoim zawodowym gronie, ale również w rozmowie z nie-prawnikami, którzy mają w tym momencie prawo obrócić się na pięcie i szybko czmychnąć. Taki styl jest nabyty, a nie wrodzony – uczymy się go najpierw na studiach, a później podczas sporządzania pism procesowych. Kto nigdy nie musiał czytać kilka razy jednego zdania z opasłego podręcznika prawniczego, aby zrozumieć o co chodzi, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Stanach Zjednoczonych ten problem został zauważony kilkadziesiąt lat temu. W krajach anglojęzycznych działają stowarzyszenia zajmujące się upraszczaniem zarówno języka prawnego (a więc języka ustaw) jak i języka prawniczego (tj. praktyki). Rekomendacje ruchu Plain English są rozległe i dotyczą zarówno stosowanego słownictwa jak i struktury zdań13. Opisanie w pełni założeń tego ruchu oraz grzechów głównych angielskiego piśmiennictwa prawniczego przekracza ramy tego eseju.

W Polsce dyskusja na temat języka, którym posługują się prawnicy, a w tym również sędziowie, wydaje się niezbyt żywa. Niewiele mi też wiadomo, aby prężnie działały jakiekolwiek stowarzyszenia o misji podobnej do angielskiego Plain English Movement. Być może powinniśmy sami zrobić rachunek sumienia. Jeśli będziemy potrafili mówić o prawie po ludzku jest większa szansa, że społeczeństwo zaufa nam, a nie pamfletom przeciw „wrogom ludu”.


2 Zamiennie używam nazw skróconych “Zjednoczone Królestwo” oraz “Wielka Brytania”. Skrót “UK” wywodzi się od angielskiego “United Kingdom”.

4 R (Miller) v The Secretary of State for Exiting the European Union [2016] EWHC 2768.

5 R (on the application of Miller and another) (Respondents) v Secretary of State for Exiting the European Union (Appellant) [2017] UKSC 5.

6 R. Pells, Daily Mail’s ‘Enemies of the People’ front page receives more than 1,000 complaints to IPSO, https://www.independent.co.uk/news/media/daily-mail-nazi-propaganda-front-page-ipso-complaints-brexit-eu-enemiesof-the-people-a7409836.html.

7 Press Gazette, NRS: Daily Mail most popular UK newspaper in print and online with 23m readers a month, https://www.pressgazette.co.uk/nrs-daily-mail-most-popular-uk-newspaper-print-and-online-23m-readers-month.

8 Niesłusznie przypisywane Markowi Twainowi. Ang.: „A lie can travel halfway around the world while the truth is putting on its shoes”.

9 The Telegraph, Barristers launch PR drive in schools to explain why judges are not the ‘enemies of the people’, https://www.telegraph.co.uk/education/2017/01/24/barristers-launch-pr-drive-schools-explain-judges-not-enemies/.

10 Koordynatorem projektu jest prof. dr hab. Monika Florczak-Wątor. Zob. stronę Akademii: http://akademia.wpia.uj.edu.pl/.

12 Mowa o R (on the application of Miller) v The Prime Minister [2019] UKSC 41. Dociekliwego czytelnika zachęcam do lektury krótkiego streszczenia tego orzeczenia mojego autorstwa: https://www.linkedin.com/pulse/s%C4%85d-najwy%C5%Bcszy-uk-rozstrzygn%C4%85%C5%82-sp%C3%B3r-mi%C4%99dzy-parlamentem-cyprian-liske/.

13 Dla przykładu zob. stronę internetową brytyjskiego “Plain English Campaign”: https://plainenglish.co.uk/.

Posted by Cyprian Liske