Jerzy Zajadło

Prof. Lech Morawski w krainie otwartej tekstowości (Jerzy Zajadło)

Prof. dr hab. Jerzy Zajadło (Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego)

Debatę publiczną ostatnich dni rozgrzały do czerwoności słowa jakie padły z ust prof. Lecha Morawskiego w trakcie naukowego sympozjum w Oxfordzie. Gdyby był tylko profesorem – pół biedy, nie takie rzeczy wygadywali w przeszłości uczeni prawnicy. Ale na nieszczęście podobno jest także sędzią Trybunału Konstytucyjnego, chociaż poddaje się w wątpliwość prawidłowość jego wyboru i nominacji.

W nocy z 2 na 3 grudnia 2015 roku prof. Lech Morawski złożył wobec prezydenta następujące ślubowanie: „Uroczyście ślubuję, że pełniąc powierzone mi obowiązki sędziego Trybunału Konstytucyjnego, będę wiernie służyć Narodowi i stać na straży Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, czyniąc to bezstronnie, według mego sumienia i z najwyższą starannością oraz strzegąc godności sprawowanego urzędu.” I nie ma znaczenia, czy ten konwencjonalny akt uczynił go sędzią TK, czy nie – uroczyście ślubował. Kilka rzeczy ma tutaj szczególną wymowę – po pierwsze, stanie na straży konstytucji; po drugie, zachowanie bezstronności i najwyższej staranności; po trzecie, dbałość o godność urzędu sędziego konstytucyjnego. Zastanówmy się więc na chłodno i bez emocji, jak do tych uroczystych słów mają się niektóre tezy wygłoszone przez niego w Oxfordzie 9 maja 2017 roku. Ktoś może oczywiście zarzucić, że te twierdzenia są wyrwane przeze mnie z kontekstu i dobrane stronniczo. Otóż nie, zostały wypowiedziane w dyskusji kategorycznym tonem i bez cienia wątpliwości, co do ich rzeczywistego znaczenia.

Teza pierwsza – polska konstytucja to „legislacyjna tragedia i dramat”. Nie bardzo wiadomo co mają oznaczać te epitety, ponieważ w powszechnej opinii konstytucjonalistów nasza ustawa zasadnicza nie odbiega w jakiś szczególny i negatywny sposób od analogicznych aktów prawnych obowiązujących w wielu państwach europejskich. Ale zostawmy to, powstaje bowiem inne pytanie – jak można stać na straży czegoś, co uważa się samemu za „legislacyjną tragedię i dramat”? To chyba trudne strzec czegoś, wobec czego wykazuje się tak daleko idącą pogardę – to jest dopiero prawdziwa tragedia i dramat.

Teza druga – polska konstytucja jest sformułowana na takim poziomie ogólności i tak pełna różnego rodzaju ambiwalencji, że należy przypomnieć słynne słowa Herberta Harta – open texture. Jeśli tak, to rodzi się następne pytanie – jak można jako sędzia interpretować coś, co samemu uważa się za jedną wielką „otwartą tekstowość”? Trudno rzeczywiście o bezstronność i najwyższą staranność wobec aktu prawnego, który nie jest oparty na żadnej aksjologii i którego każda interpretacja jest możliwa. O ile mi wiadomo, prof. Lech Morawski już kilkakrotnie do tej pory zasiadał w składach orzekających Trybunału Konstytucyjnego. Musiał więc chyba strasznie cierpieć mając świadomość, że legitymacja jego urzędu jest oparta na „legislacyjnej tragedii i dramacie”. Ciekawe też czym się kierował dokonując jako sędzia interpretacji konstytucji – które z możliwych reguł i zasad wykładni zastosował wobec wszechobecnej „otwartej tekstowości”?
Teza trzecia – prof. Lech Morawski powiedział, że reprezentuje zarówno Trybunał Konstytucyjny, jak i polski rząd. I tutaj kolejne pytanie – jak może strzec godności urzędu osoba, która publicznie jako sędzia prezentuje (i domyślam się – podziela) stanowisko rządu i według której polski rząd jest przeciwko homoseksualistom? Rzeczywiście – w takiej sytuacji każda interpretacja np. art. 30 czy art. 32 konstytucji jest możliwa. Tylko co to ma wspólnego z etosem sędziego konstytucyjnego?

W nowej ustawie o statusie sędziów Trybunału Konstytucyjnego tekst roty ślubowania uległ pewnym modyfikacjom i brzmi tak: „Ślubuję uroczyście przy wykonywaniu powierzonych mi obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego służyć wiernie Narodowi, stać na straży Konstytucji, a powierzone mi obowiązki wypełniać bezstronnie i z najwyższą starannością”. Zaczynam rozumieć, dlaczego nie ma tutaj już zwrotów „według mojego sumienia” i „strzegąc godności sprawowanego urzędu”. Po prostu sędziom nominowanym przez PiS sumienie i godność urzędu nie są kompletnie do czegokolwiek potrzebne – ani do stania na straży konstytucji, ani do zachowania bezstronności i najwyższej staranności. Wręcz przeciwnie – potraktowane poważnie, krępowałyby możliwość dokonywania dowolnej interpretacji, którą obecna konstytucja, w opinii prof. Lecha Morawskiego, jakoby umożliwia.