Prof. Ewa łętowska

Judykatywa ma władzę nad prawem, a ściślej, nad jego znaczeniem, decydując o jego interpretacji, o odczytaniu tekstu, któremu nadaje znaczenie dzięki wykładni.  Bywa to niewygodne dla pozostałych władz, które zarzucają sądom uzurpację i nadmiar aktywizmu, przerost ambicji władczych. Wygodniejszy i bezpieczniejszy dla judykatywy jest zatem jej obraz  jako metaforycznych „ust ustawy”. Taki kamuflaż bywa racjonalny: w czasach powojennych, to właśnie  judykatywa okazywała się obrońcą wartości demokratycznych wbrew naciskom władzy politycznej. Poszukując „bezpiecznych przystani” (safe harbour), sądy oficjalnie negowały więc – ze względów taktycznych – istnienie własnej samodzielności interpretacyjnej aby uniemożliwić wypaczenia stosowania prawa na skutek  upolitycznionej interpretacji i imputowały woli ustawodawcy treść rozstrzygnięcia, o jakim decydowały.

Kulturę prawną realnego socjalizmu zdominował  więc ów  „ultraformalizm”  pozwalający na wygospodarowanie  minimum zawodowej autonomii sędziowskiej w państwie autorytarnym. Po to, aby móc (skutecznie, w uzasadniony sposób) przedstawić jako autentyczne znaczenie tekstu inne, niż sugerowane przez upolitycznioną wykładnię, trzeba jednak było znacznej umiejętności  w zakresie różnych technik interpretacji. Rezultat tego zabiegu było zręczniej imputować  ustawodawcy, niż ujawnić własną samodzielność interpretacyjną. Czym innym jest jednak  wierność tekstowi w imię jego akceptowanego  aksjologicznie i dogmatycznie odczytania, a czym innym –   niesprawność interpretacyjna brana za wierność tekstowi. Inna sprawa, że  trudno  w praktyce odróżniać artyzm finezyjnego formalizmu od “nieuprawnionej” interpretacji. Spór może więc się toczyć na poziomie etykiety lub przedmiotu jaki oznacza.

Prymitywizm i toporność wykładni, zubażającej ją zwłaszcza o techniki systemowego odczytania tekstu, jest zjawiskiem   wymagającym  krytyki. I   jest to  oczywiście “ultraformalizm tekstowości”. Ale nie ma to nic wspólnego z negacją znaczenia tekstu jako podstawy  do uprawiania wymierającej elegancji dogmatyki, która tak się illo tempore przydawała, a i przydałaby się obecnie.

Posted by Ewa Łętowska