Torty i ulotki.

 

Zupełnie niedawno głośnym echem odbiła się w Polsce tak zwana „sprawa drukarza”, która znalazła swój finał przed Sądem Najwyższym.1 Chodziło o odpowiedź na pytanie, czy łódzki przedsiębiorca, odmawiając wykonania druku na rzecz fundacji broniącej praw osób LGBT, nie popełnia wykroczenia z art. 138 KW, tj. czy nie odmawia „bez uzasadnionej przyczyny” wykonania usługi, do której był zobowiązany. W tym konkretnym przypadku drukarz powołał się na swoje wierzenia religijne i prywatne przekonania, które jego zdaniem uzasadniały odmowę druku materiałów dla wspomnianej fundacji.

Podobną sprawą zajmował się amerykański Sąd Najwyższy, rozstrzygając kilka miesięcy temu o prawie cukiernika do odmowy wykonania tortu ślubnego dla pary homoseksualnej w stanie, w którym zalegalizowane zostały małżeństwa homoseksualne.2 Podobnie jak łódzki drukarz, cukiernik z Colorado, uzasadniając odmowę, powoływał się na swoje wierzenia i osobiste poglądy.

Polski SN orzekł, że drukarz z Łodzi nie miał prawa odmówić wykonania usługi, skoro druk nie wymaga wkładu żadnych elementów twórczych czy kreatywnych ze strony przedsiębiorcy. Treść ulotek czy też rodzaj organizacji, która składała zamówienie, nie stanowi powodu do niewywiązania się ze zobowiązania. Amerykański Sąd Najwyższy zadecydował z kolei, że cukiernik z Colorado miał prawo odmówić przygotowania tortu dla pary homoseksualnej, realizując w ten sposób szeroko rozumianą wolność wypowiedzi (pierwsza poprawka do Konstytucji USA). Religijne i filozoficzne obiekcje wobec idei małżeństwa jednopłciowego mieszczą się w swobodzie ekspresji, więc przedsiębiorca miał prawo powołać się na nie, kiedy odmówił wykonania usługi.

Te dwa pozornie odmienne od siebie orzeczenia okazują się jednak mieć ze sobą wiele wspólnego.

Przede wszystkim ani polski, ani amerykański Sąd Najwyższy nie dotknęły sedna problemu, tj. nie odniosły się do wyraźnego konfliktu zasad konstytucyjnych takich jak zasada równości z jednej strony i zasada wolności (w tym swobody gospodarczej) z drugiej. Polski SN skupił się na prawie konsumenta do realizacji danej usługi, a nie na charakterze dyskryminacyjnym odmowy, tak zresztą skonstruowany jest przepis z art. 138 KW – nie daje on wcale podstawy do nadawania mu charakteru typowo antydyskryminacyjnego. Jednocześnie SN zaznaczył, że wierzenia i przekonania przedsiębiorcy mogłyby uzasadniać odmowę wykonania usługi, gdyby do jej przygotowania wymagany był wkład twórczy (tak jak na przykład przy wypieku tortu na specjalną okazję). Amerykański SN wprost w swoim orzeczeniu zaznaczył, że nie wypowiada się co do tego, kiedy swoboda posiadania i realizacji wierzeń religijnych powinna ustępować innym zasadom konstytucyjnym. Sąd orzekł jedynie konkretnie w sprawie cukiernika, uznając stosunkiem głosów 7 do 2, że w tym przypadku miał on prawo odmówić wykonania tortu, powołując się na pierwszą poprawkę. Problem jest jednak istotny, dotyka bowiem zakresu ingerencji władzy państwowej w relacje między jednostkami, czyli horyzontalnego obowiązywania praw konstytucyjnych – na ile kontrakty zawierane pomiędzy podmiotami prywatnymi podlegają zasadom takim jak zasada równości? Próba odpowiedzi na to pytanie niezmiennie wywołuje wiele kontrowersji.

 

Dylematy życia codziennego.

 

Niezależnie od istniejącego stanu prawnego, wyobraźmy sobie kilka możliwych scenariuszy.

Jestem właścicielem dobrze prosperującego pubu. W rozmowie telefonicznej zgadzam się zarezerwować salę na wieczór na rzecz kilku klientów. Moja radość z powodu nadchodzącego zysku kończy się jednak, gdy po przyjściu delikwentów okazuje się, że są przedstawicielami skrajnie lewicowej lub prawicowej organizacji, z której programem i metodami kompletnie się nie zgadzam, tymczasem w sali mojego lokalu właśnie zaczyna odbywać się coś na kształt spotkania organizacyjnego, być może nawet uchwalane są różnorakie decyzje. Towarzystwo nie łamie prawa, ja jednak mam ochotę je wyprosić, bo nie chcę w żaden sposób, choćby pośrednio, wspierać danego ugrupowania. Czy moja decyzja będzie uzasadniona? Czy będzie uzasadniona również wtedy, jeżeli będą to przedstawiciele legalnie funkcjonującej organizacji? Czy będzie jakaś różnica, jeżeli byłaby to fundacja działająca na rzecz praw kobiet albo bojówka skrajnie nacjonalistycznej organizacji (przypomnijmy – w tej chwili nikt z klientów nie łamie prawa)? A jeżeli po prostu wywieszę na drzwiach tabliczkę, że przedstawicieli danej grupy nie obsługuję? Łatwiej pewnie byłoby na to pytanie odpowiedzieć, jeżeli kryterium stałaby się rasa lub religia, ale co w sytuacji, kiedy wypraszać z lokalu będę na podstawie światopoglądu klienteli? Co jeżeli będą to poglądy powszechnie potępiane, na przykład popierające przypadki ludobójstwa?

W przypadku odmowy świadczenia usług najtrudniejsze wydają się przypadki wymagające wkładu twórczego, nieważne bowiem jak nieracjonalny byłby powód odmowy, trudno zmusić kogoś do wykonania kreatywnej pracy na rzecz osoby reprezentującej światopogląd niezgodny ze światopoglądem autora (choćby był cukiernikiem). Jednak takie z pozoru prozaiczne przypadki jak druk ulotek też nastręczają wiele problemów. Czy mógłbym odmówić przygotowania materiałów promocyjnych, jeżeli ich treść nie naruszałaby wprawdzie prawa, ale wykorzystywałaby tzw. „fake news”? A jeżeli uznamy, że mogę odmówić wydrukowania plansz z hasłami takimi jak „czysta krew, trzeźwy umysł”, to właściwie dlaczego miałbym nie móc odmówić wykonania druku z hasłami przygotowanymi przez fundację broniącą praw osób LGBT lub kobiet? Jaki można powołać argument poza subiektywnym poczuciem „właściwości” lub „niewłaściwości” danych poglądów?

 

Nieśmiały liberalizm.

 

To moment, w którym za „decyzję” odpowiedzialny jest Suweren i powołany przez niego porządek konstytucyjny. Obecnie jednak szeroko rozumiane państwo niechętnie zajmuje stanowisko w sytuacji nieuniknionego konfliktu podstawowych wartości. Potwierdzeniem tego zjawiska jest zachowawczy charakter orzecznictwa i uniki wykonywane przez polityków, którzy często nie chcą zająć się rozwikłaniem najbardziej kontrowersyjnych zagadnień. Bez określenia wyraźnego „kręgosłupa” etycznego i filozoficznego nie jest chyba możliwe utrzymanie jakiejkolwiek spójnej metody rozstrzygania najbardziej palących sporów społecznych. Liberalizm wciąż opiera się na regułach bezstronności i pluralizmu poglądów, co jednak łatwo stać się może przyczyną jego kryzysu, szczególnie w świecie, w którym nastroje antyliberalne i antydemokratyczne zdają się narastać. W relacji z tym problemem pozostaje niemiecka koncepcja demokracji zdolnej do obrony. Słowami Carlo Schmida, czy demokracja powinna „zdobywać się na nietolerancję w stosunku do tych, którzy chcą jej użyć, aby pozbawić ją życia”?3 Czy demokracja może metodami niedemokratycznymi, takimi jak ograniczenie swobody wypowiedzi, strzec swoich fundamentalnych zasad? Tkwi w tej koncepcji trudny do wyminięcia paradoks.

Problemowi „neutralnego” liberalizmu bliżej przyglądał się wybitny amerykański filozof prawa, Michael J. Sandel. W swojej książce „Sprawiedliwość. Jak postępować słusznie?” pisze on:

„teorie sprawiedliwości, które głoszą neutralność państwa, zarówno egalitarne, jak i libertariańskie, są bardzo atrakcyjne. Dają nadzieję, że polityka i prawo nie muszą być uwikłane w kontrowersje moralne i religijne, w które obfitują społeczeństwa pluralistyczne. I głoszą upajającą wizję wolności, w której to my sami decydujemy, jakie zobowiązania moralne nas ograniczają. Taka koncepcja wolności, choć atrakcyjna, wydaje się jednak błędna.3

Oceniając działanie państwa „neutralnego”, Sandel przywołuje jedne z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień, takie jak przerywanie ciąży, badania nad komórkami macierzystymi czy małżeństwa jednopłciowe. W tym ostatnim przypadku analizie poddana została opinia autorstwa Margaret Marshall, prezesa sądu najwyższego stanu Massachusetts, która zajęła w 2003 roku stanowisko w sprawie Goodridge v. Departament Zdrowia Publicznego. W orzeczeniu sędzia Marshall stara się uniknąć bezpośredniego opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron kontrowersyjnego moralnie i politycznie sporu, prawo do zawierania małżeństw jednopłciowych argumentując autonomią jednostki i wolnością wyboru. Jak jednak zauważa Sandel, „gdyby państwo naprawdę chciało pozostać neutralne w tej kwestii i uszanować wszelkie wybory dokonywane przez obywateli, przystałoby na propozycję Michaela Kinsleya i przestałoby zajmować się uznawaniem jakichkolwiek małżeństw”4. Kwestia uznawania małżeństw jednopłciowych to nie tylko zagadnienie nadania swobody jednostce, ale i globalne w wymiarze społeczeństwa „uznanie” tej instytucji w określonym kształcie. Oznacza to, że najpierw musimy określić cel małżeństwa jako takiego, a następnie zdecydować się na jedną z konkurencyjnych wizji dobrego życia. Uzasadniając konieczność rozszerzenia definicji małżeństwa o pary homoseksualne sędzia Marshall powołuje wiele poglądów natury filozoficznej, które z konieczności nie pozwalają na uznanie jej stanowiska za neutralne. Argumenty te wykraczają poza kwestie samej tylko autonomii woli i wolności jednostki do decydowania o sobie. Można więc powiedzieć, że państwo liberalne (w tym przypadku ustami sędziego) zmierza w stronę pewnego systemu wartości, za wszelką cenę jednak chowa swoje intencje za płaszczem neutralności światopoglądowej, nie pozwalając sobie na klasyczne „zajęcie stanowiska”, co z ochotą czynią systemy nieliberalne. Konsekwencja jest taka, że z jednej strony ubożeje debata publiczna, a z drugiej liberalizmowi brakuje energii do obrony swoich własnych fundamentów ideologicznych. Nietrudno sobie wyobrazić, że w takich okolicznościach coraz pewniejszą pozycję zajmować będą systemy poglądów, które u źródła są antyliberalne i nieraz antydemokratyczne.

Oczywiście śmielsze „zajęcie stanowiska” przez państwo to zawsze ryzyko narzucania obywatelom określonych wierzeń i ograniczania ich wolności. Dlatego tak niezbędne jest istnienie nowoczesnych, spójnych systemów konstytucyjnych, uchwalanych przez Suwerena w atmosferze jak najszerszego konsensu, z zestawem podstawowych praw, wolności i reguł kolizyjnych, które byłyby szanowane i przestrzegane zarówno przez klasę rządzącą, jak i przez całe społeczeństwo. Występowanie sporów jest nieuniknione, ich obecność zresztą świadczy o zdrowym funkcjonowaniu społeczeństwa obywatelskiego, przykład wielu krajów zachodnich pokazuje jednak, że mimo tego możliwe jest utrzymanie sprawnie działającej machiny państwowej. W krajach, w których silnej tradycji konstytucyjnej brak, państwo zapewne faktycznie zajmie prędzej czy później „stanowisko” w sporach światopoglądowych, nie będzie to już jednak ani stanowisko liberalne, ani szanujące najważniejsze zasady demokratyczne. Decyzje, jak zawsze, spoczywają w rękach Suwerena.

Cyprian Liske

Autor jest studentem prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Artykuł wyraża prywatne poglądy Autora.

 


Komunikat SN w sprawie II KK 333/17, (dostęp: 24.07.2018)

Michael J. Sandel, Sprawiedliwość. Jak postępować słusznie?, s. 296-297.

Ibidem, s. 347.

Posted by Cyprian Liske