Co z tym programem? (Jerzy Zajadło)

Gdańsk, Ratusz Głównego Miasta. Nagroda Naukowa Miasta Gdańska im. Jana Heweliusza za 2016 r. Nz. laureat w kategorii nauk humanistycznych i społecznych prof. dr hab. Jerzy Zajadło ( Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego)

Prezes Jarosław Kaczyński ciągle zapewnia, że PiS tylko realizuje konsekwentnie swój program wyborczy. No to przyjrzyjmy mu się bliżej. Wprawdzie już słyszę ten ryk „To jest wyrwane z kontekstu!”, ale zdążyłem się już przyzwyczaić do tego szczególnego argumentu retorycznego jako ultima ratio.

A propos trybu zgłaszania projektu ustawy o SN (o ilości i jakości wcześniejszych zabiegów legislacyjnych np. wokół TK nie wspominając), w dokumencie Program PiS 2014 czytamy (s.72): „Trzeci cel to wyeliminowanie nazbyt częstych i pospiesznie wprowadzanych zmian w obowiązujących ustawach. Tworzenie prawa nie może być ekspresowym, interwencyjnym reagowaniem na bieżące zdarzenia. Nie może dochodzić do znanych z ostatnich lat sytuacji, gdy nowelizacja goni nowelizację albo nakłada się w czasie na parlamentarny proces uchwalania nowej ustawy dotyczącej tej samej materii”.

Nieco wcześniej w tym samym dokumencie (s. 67) możemy też odnaleźć inne zdanie, ze szczególnym naciskiem na jego początek: „W warunkach umożliwiających nowelizację Konstytucji rozwiązaniem optymalnym będzie wyprowadzenie organu orzekającego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej poza korporację sędziowską i usytuowanie go przy organie powołującym sędziów, czyli Prezydencie Rzeczypospolitej, z możliwością odwołania się od orzeczenia dyscyplinarnego do Sądu Najwyższego”.

Pewnie przy bliższej analizie takich „kwiatków” znalazłoby się więcej, ale poprzestańmy na tych dwóch przykładach. Jak się słucha nowych „teorii interpretacji Konstytucji” Horały, Warchoła, Wójcika et consortes, aż się ciśnie na usta pytanie o znaczenie zwrotu „warunki umożliwiające nowelizację Konstytucji”. Każdy prawnik przy zdrowych zmysłach odpowie, że chodzi o warunki formalne przewidziane w samej Konstytucji. Przypomnijmy więc, co w tej sprawie stanowi m. in. art. 235 Konstytucji: „Ustawę o zmianie Konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów”.

Ale nowym „teoretykom” nie chodzi najprawdopodobniej o nowelizację formalną, lecz faktyczną – bez względu na to, co to miałoby oznaczać. Wprawdzie były już w historii takie przykłady (Republika Weimarska), ale tam chodziło o inną sytuację – o pytanie, czy ustawa sprzeczna z konstytucją, ale uchwalona większością wymaganą dla zmiany konstytucji, jest jej faktyczną zmianą. Tutaj jednak takiej większości nie ma – a więc nasi rodzimi „teoretycy” konstytucjonalizmu okazują się jeszcze bardziej pomysłowi niż grabarze Republiki Weimarskiej.